Mad Men – mój nowy serialowy konik

Dzisiaj recenzyjnie. Trendsetterką nie będę, ponieważ moja aktualna fascynacja jest (kolejny raz) nie najnowszej produkcji ale zaczęłam oglądać, wciągnęło mnie, więc się dzielę.

W popkulturze od kilku lat królują seriale. Przypuszczalnie wpływ na to miał fakt, że producenci produkcji wielkoekranowych uznali jakiś czas temu, iż widz to idiota i jako takiemu należy mu serwować lekkostrawną psychologicznie papkę z dużą ilością efektów specjalnych. Najlepiej w 3D. Natura oraz intelekt (którego tak bardzo odmawiają nam wytwórnie filmowe) nie znoszą próżni. Wyzwanie podjęły stacje telewizyjne. Obrodziło doskonałymi produkcjami. Dla mnie zaczęło się od trzymającego widza w ciągłym napięciu przygodowo-metafizycznego serialu o rozbitkach ocalałych z katastrofy samolotu linii Oceanic (Lost). Fundowałam sobie nieprzerwane, ośmiogodzinne spotkania z bohaterami serialu i wciąż nie było mi dosyć! Potem w okienko mego telewizora brutalnie załomotał pewien niezbyt sympatyczny, aczkolwiek piekielnie inteligentny doktor House. Uleczona z tocznia, sarkoidozy oraz wszystkich innych chorób, udałam się do Atlanty w czasach, gdy w USA szalała prohibicja, a miasto tętniło życiem Zakazanego imperiumGra o Tron, przygody dzielnych śledczych z CSI, doskonały polski Czas honoru – produkcje serialowe wciągają widza w swoją niebanalną grę rozrywkowo-psychologiczną, pokazują bohaterów-niebohaterów, ludzkich, wątpiących, czasem słabych – jak my wszyscy. Czas herosów minął, nadeszła era szaraka, który próbuje się wybić, albo wręcz przeciwnie: wolałby siedzieć cicho, ale los kopie go w tyłek i każe wystapić z szeregu.

Nowych produkcji serialowych jest tyle, ze wszystkich śledzić nie sposób, choć wiele z nich mruga do mnie zachęcająco. Pocieszam się, że gdy w moim życiu nadejdzie czas mniejszej aktywności, przynajmniej nie będę się nudzić, nadrabiając braki w kulturze popularnej… Nad czymś jednak rozmyślać trzeba, zatem korzystając z letnich powtórek, na warsztat intelektu biorę pierwszy sezon Mad Mena. Rzecz dzieje się w Nowym Yorku lat ’60 ubiegłego wieku. Bohaterami są pracownicy pewnej agencji reklamowej wraz z rodzinnymi przyległościami. Serial ma (co najmniej) dwie warstwy fabularne. Z jednej strony pokazuje ludzi reklamy, rządzące nią mechanizmy, cynizm tego świata, gdzie liczą się wielkie pieniądze, odpowiednie znajomości oraz to, by dokopać innym (brzmi znajomo?). To jedno. Business is business i nic się nie zmienia. Tam, gdzie są pieniądze, tam relacje międzyludzkie wyglądają podobnie – czy to w Ameryce połowy XX wieku, czy w Rzymie cezarów, czy też wyimaginowanej krainie Westeroz.

Dla mnie osobiście ciekawsze jest socjologiczne tło Mad Mena. Akcja serialu dzieje się w złotych czasach amerykańskiego kapitalizmu, gdy benzyna była tania, wszyscy palili jak smoki, Afroamerykanie nie pchali się do władzy, mężatki grzecznie siedziały w domu, zaś kobiety pracujące były seksowne, piękne, niezbuntowane i gotowe spełnić dosłownie każde życzenie swojego ambitnego i męskiego przełożonego… W takiej scenerii zaczyna się serial, potem jest podobno jeszcze ciekawiej, do wrót Manhattanu zapukają zmiany obyczajowe, poukładany świat bohaterów zacznie się zmieniać…

Z niecierpliwością czekam na więcej. Zwłaszcza, że ludź reklamy to także ja! Choć nie w garniturze, bez papierosa, w nieco innych realiach obyczajowych…

Serdecznie polecam wielbicielom inteligentnej rozrywki

Złoto Usta serialomaniaczka

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s