Odwaga czy głupota?

Wydarzenia szybko minionego urlopowego tygodnia zmusiły mnie do rozmyślań o tym, czym jest odwaga. Naprawdę. Żadne tam opalanie, leniuchowanie, kwantowa teoria Wielkiego Wybuchu. Wolny czas wykorzystałam na rozmyślania o naturze odwagi.

Do tego jakże behawioralnego tematu nakłoniło mnie spotkanie z pewnym kudłatym i nieokrzesanym Niemcem, który wyskoczył na mnie z krzaków na pustym leśnym trakcie w naszych pięknych polskich górach i krzyknął „Haende hoch!”. Wróć, nic nie krzyknął, ponieważ daru mowy był pozbawiony i to całkowicie, co tylko spotęgowało moje przerażenie. Ale i odwagę, jak się okazało…

Po kolei jednak. Oto wybrałyśmy się (ja, dziecięcie oraz psinka nasza wagi dziewięciu kilogramów) na wędrówkę ku wiślańskim szczytom w piękny, słoneczny poranek. Cel został osiągnięty, ciacho w schronisku zjedzone, schodzimy. Jednak, ponieważ szlaki są dla mięczaków, idziemy drogą nieoznaczoną. W końcu co może spotkać nas w Beskidach, prawda? Idziemy sobie, idziemy a tu droga zwęża się, zamienia w drożynę, ścieżkę ledwie, wreszcie niemal zanika między drzewami. Nic to – słonko świeci, ptaszyny śpiewają, milutko. Nagle z lewej strony wyłania się samotny dom otoczony wysokim płotem. „Oho, taki płot sugeruje, że za nim czai się solidnych rozmiarów pies” – myślę sobie. Dedukcja słuszna, zza ogrodzenia spogląda na nas piękny i rosły owczarek staroniemiecki. Nie warczy, nie szczeka, patrzy i czeka aż sobie pójdziemy. Grzecznie i w milczeniu mijamy jego włości. Sytuacja, jakich wiele na beskidzkich szlakach.

Idziemy dalej, nasza psina z tyłu. Nagle słyszę szamotaninę, pisk, zamieszanie. Obracam się – psi bandyta nie wydawszy z siebie jednego odgłosu zaatakował. Trzyma teraz łapę na brzuszku naszej delikatnej suni a ta wrzeszczy ile sił w małych płucach. Co byście w tej sytuacji zrobili? Przed Wami pięćdziesięciokilowy bandzior o wielkich zębiskach, za Wami przerażone dziecko, w środku Wy – samotni, uzbrojeni jedynie w psią smycz i własne gardło. Na szczęście mam donośny głos a w sytuacjach zagrożenia włącza mi się mechanizm „atakuj zamiast uciekać”. Połączenie dzikich wrzasków oraz grożenia smyczą zadziałało i upiorny pies zniknął jak zły sen. Poszłyśmy dalej. Wszystkie trzy całe, choć trzęsące się ze strachu jak osiki.

Atak na wielkie zwierzę z gołymi rękami. Głupota to czy odwaga? Nie wiem. Wiem, że zadziałał instynkt. Jak widać skutecznie. Nasza pierwotna natura bywa silniejsza od przeintelektualizowanego umysłu.

Wasza dzielna Złoto Usta Barbarianka

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s