Polskie drogi cz. 2 – dlaczego to tyle trwa???

droga-w-budowiePo-Polsko wojażowych wniosków z dróg naszych pięknych ciąg dalszy. O tym, ile trwa podróż po kraju-raju już pisałam. W tym tygodniu, przemieszczając się od Śląska w kierunkach nadmorskich, następnie zaś okołostolicznych, przyjrzałam się otoczeniu autostrad oraz dróg ekspresowych, co to „stale w budowie są”. Nie wiem, czy wnioski wyciągam właściwe, jednak możliwe, że odkryłam, dlaczego to tak długo trwa…

Oto jadę sobie drogą, która kiedyś nosiła po prostu numerek, niedługo zaś będzie miała dodatkowo z przodu literkę i wtedy zostanie autostradą. Bądź obwodnicą. Lub też drogą ekspresową. Mniejsza z tym. Nie ma to znaczenia, ponieważ rzecz nie dotyczy konkretnej polskiej drogi, tylko dróg naszych ogólnie. W każdym razie, jadę ci ja sobie oddanym fragmentem nowej pięknej drogi, przemieszczając się w tempie żółwim, blokowana przez panów ciężarowców, którzy nie rozumieją, że jazda na zakładkę to nie żadne cwaniactwo, tylko zdrowy rozsądek (że nie kumają potwierdzone zostało grubymi słowy w odbiorniku CB). Czasu mam dużo, bo przemieszczam się powoli, z nudów się zatem rozglądam. Wzrok mój zahacza o drugą nitkę budowanej drogi, gdzie przebywają panowie budowniczowie. Jest środek dnia, na pasie ruchu przebywa kilku budowlańców, ze trzy walce drogowe, dalej koparka, samochód terenowy, baraczek służący panom dla celów higienicznych oraz inne, bliżej nieznane mi maszyny budowlane. Jest środek roboczego dnia, chciałoby się zakrzyknąć radośnie: „Praca wre!”. Nic bardziej mylnego.

Na dziesięciu panów budowlańców jeden jedzie walcem (przyjdzie walec i wyrówna niezbyt udanie wylany asfalt?). Reszta czyni co następuje: dwóch sobie konwersuje ze sobą, jeden siedzi w drzwiach baraczku z telefonem przy uchu, kolejny leży na poboczu i spożywa drugie śniadanko, ten, co wygląda na szefa przemieszcza się na nogach z jednego końca tej budowy na drugi, reszta zaś stoi i gromadnie komentuje pracę kolegi walcowego. No wow! Panowie, w tym tempie to my tej drogi jeszcze długo oddanej nie zobaczymy. Ale cóż zrobić, pewnie płacą im za godzinę, to co się mają śpieszyć – co będą robić, jak już skończą wszystkie drogi w Polsce?

Przyszło mi do głowy, że można by postraszyć panów budujących konkurencją. Na przykład zagraniczną. Ale nie – konkurencja przyszła, poddała się i poszła. Przypominam, że naszym drogom w budowie nie dali rady Chińczycy (woleli spakować się i wyprodukować równe jak stół autostrady w Nigerii), nie udźwignęli ich także zachodni sztukmistrze – Alpine Bau, która maczała palce w A1 właśnie bankrutuje. Na odcinku autostradowym poległo także wiele firm rodzimych. Zatem może ci co się ostali, to po prostu najtwardsi z twardych i oni się nie śpieszą, bo wiedzą, że na naszych drogach pośpiech jest złym doradcą i tylko powolna praca się opłaca? Pewnikiem tak jest.

No nic, przez jakiś czas przyjdzie mi podziwiać (wybudowane) drogi Śląska, zatem iryt autostradowy mi nie grozi.

Wasza stacjonarna Złoto Usta

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s