Śpiewać każdy może… pisać niestety też!

pióro Długo nosiłam się z zamiarem popełnienia tego wpisu. Staram się być językowo tolerancyjna – zrozumieć człowieka, zanim go skrytykuję, rozgrzeszyć, wytłumaczyć samej sobie, że pewnie miał ciężkie dzieciństwo, złe wzorce, do biblioteki daleko. Oczywiście razi mnie, że Pan Owocek na targu oferuje „soczysty winogron”, a nie „soczyste winogrona”. Jestem wyczulona na modne ostatnio używanie słowa „bynajmniej” jako eleganckiego zamiennika „przynajmniej”. Nigdy nie powiedziałabym (i nikomu aspirującemu do miana człowieka na poziomie nie radzę!), że „idąc do pracy miał miejsce wypadek”, którą to koszmarną konstrukcję z błędnym użyciem imiesłowu można usłyszeć zarówno na ulicy, jak i w mediach. Zwykle się jednak nie czepiam – po pierwsze, nikt nie jest idealny, sama też pewnie popełniam sporo językowych błędów, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. W końcu jestem ze Śląska, mogę się więc założyć, że nadużywam konstrukcji zdaniowych o pochodzeniu germańskim… Po drugie nie chciałabym dołączyć do grona purystów językowych, którzy z wyłapywania wszelkich, najdrobniejszych błędów stylistycznych, czy też ortograficznych w tekstach innych ludzi, uczynili sposób na życie.

ALE NA BOGA, BYCIE DUMNĄ POSIADACZKĄ DZIECKA???

Dumna posiadaczka dziecka prowadząca pewnego bardzo mało interesującego bloga przelała czarę goryczy. Przy czym słowo BLOG jest tu kluczowe. Dożyliśmy bowiem czasów, gdy pisać i publikować każdy może – wystarczy nieco obycia z narzędziem typu komputer, dostęp do Internetu i już – hulaj dusza, piekła nie ma. Podobno (jak twierdzi Michał Nogaś z radiowej Trójki), więcej osób pisze dziś książki, niż je czyta. Powoli dochodzę do wniosku, że to musi być prawda. W każdym razie „dumne posiadaczki dzieci” na pewno żadnej książki nie przeczytały. A jeśli nawet przeczytały, musiała to być dla nich droga przez mękę a kaca moralnego leczą do dzisiaj.

Bynajmniej ja tak uważam.

PS. Skąd wziął mi się taki temat? W końcu mamy wolność – nie chcę czytać fatalnych językowo blogów – nie czytam, prawda? Nieprawda. Czynię to z obowiązku (zawodowego poniekąd). Nawet nie wiecie, jak bardzo cieszy mnie nieczęsta sytuacja, gdy trafię na blog dobrze prowadzony, poprawny językowo, z niezłymi zdjęciami, taki jaki (wydawało mi się), każdy szanujący się blog być powinien.

Jak widać jednak, słowo jest u nas tanie. Czas czytelników także. Albo poziom samozadowolenia piszących po prostu ponadprzeciętny. Mam nadzieję, że w ramach kary będą musieli czytać swoje własne wypociny w przyszłym życiu.

Amen

Wasza sfrustrowana Złoto Usta.

 

 

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Literacko, Publicystycznie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s