Z ostatniej chwili! Kotarbiński bije Kotlera! [recenzja]

sztuka rynkologii  Jacka Kotarbińskiego znam, można by rzec, potrójnie. Miałam zaszczyt poznać go osobiście na konferencji marketingowej. Znam go jako blogera – czytuję jego Subiektywny Blog o Sztuce Marketingu (polecam). Kilka dni temu poznałam Jacka Kotarbińskiego – autora książki „Sztuka rynkologii”. Żałuję. Tego, że już kończę czytać. Dawno nie miałam w ręku tak głębokiej, tak dobrej i tak mocno osadzonej w polskich realiach książki na temat. W dodatku świetnie napisanej – chapeau bas! Panie i Panowie autorzy.

Jacek Kotarbiński w tzw. branży jest od bardzo wielu lat. Miał okazję przyglądać się powstawaniu w Polsce wolnego rynku i osobiście w tworzeniu rodzimego kapitalizmu uczestniczył. Posiadł ogromną wiedzę teoretyczną (Jacku, kiedy zdążyłeś przeczytać te wszystkie książki?) na temat marketingu i tematy ogólne. Wszystko to poparte solidną praktyką. Sam wciąż się uczy i chętnie dzieli swoją wiedzą. Warto go słuchać, choć rzeczywistość, którą opisuje, bywa bardzo daleka od wiedzy, jaką studentom marketingu i zarządzania serwuje się na uczelniach. Na podstawie własnych, skromnych, aczkolwiek wieloletnich doświadczeń na tym polu mogę potwierdzić – Jacek Kotarbiński ma rację! A Philip Kotler nie!

Ok, wiem że prowokuję. Celowo. Kotler oczywiście także ma rację, jednak jedynie w bardzo określonych, rzadko u nas występujących okolicznościach. Ma ogromne zasługi dla sztuki marketingu. Usystematyzował wiedzę, nazwał wiele zjawisk, dał marketingowi „twarz”. Jednak, o czym często zapominają uczelniani teoretycy i nie wiedzą studenci tematu – Kotler to marketing wielkich korporacji. Marketing budżetów. Marketing 1.0. Sprawdzał się w wielkich firmach, w USA ubiegłego wieku. Nie w Polsce, gdzie gospodarkę napędzają małe i średnie firmy (ja wiem, że każdy młodziak marzy, by trafić do korporacji, ale wybaczcie – większość z Was nie znajdzie tam dla siebie miejsca). Nie w dobie Internetu 3.0, kiedy nie ma już konsumentów. Są prosumenci, którzy gotowi są za darmo angażować się w procesy kreowania i ulepszania ulubionych marek, produktów i usług. Niezadowoleni, zlekceważeni, okpieni, prosumenci z równym entuzjazmem przystąpią do demontażu marki, która ich zawiodła. Stronią od reklam, telemarketerów, ulotek i wszelkich ściema-promocji. Wyczują każdy fałszywy ruch i ukażą firmę zabraniem swoich zabawek (pieniążków!) do innej piaskownicy. O tym między innymi pisze Jacek. Tego, mam wrażenie, wciąż nie rozumie wiele działających na naszym rynku firm. Nie ogarniają nowej rzeczywistości, której hasłem przewodnim jest:

Relacje, głupcze!

Jacek Kotarbiński radzi, by czytać Kotlera. Lepiej jednak na końcu procesu uczenia się zasad rynkologii (jak nazywa nowe podejście do marketingu), niż na początku. Zacznij od praktyki, potem sięgnij po teorię. Dobrze na tym wyjdziesz, Adepcie tej trudnej i pasjonującej zarazem sztuki.

I popełniłam w końcu felieton o marketingu. Na razie w formie recenzji, ale – kto wie, co będzie dalej 🙂

Wasza Zaczytana Złoto Usta

Naprawdę z ostatniej chwili: jeśli ktoś chciałby nabyć książkę Jacka Kotarbińskiego w dobrej cenie, to teraz ma szansę!

Wchodzicie tu i korzystacie z kodu poniżej:

  D1BE20-BCDB69-E

Do 14 września e-book Sztuka rynkologii kupicie za 14,90 zł!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Recenzyjnie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s