Jednak nie jestem ze Wschodu

wschód Przeczytałam najnowszą powieść Andrzeja Stasiuka. Wcześniej wysłuchałam wywiadu, jakiego autor udzielił Michałowi Nogasiowi na falach radiowej Trójki. I teraz już wiem na pewno – mimo, że urodziłam się jako wschodnio-zachodnia mieszanka, jestem z Zachodu!

Miejsce urodzenia: Śląsk. Zamieszkała: Śląsk. Pochodzenie: Śląsk i Nie-Śląsk. Kielecczyzna, przed-Bug, za-Bug, jak pogrzebać głębiej, po prostu Kresy Wschodnie. Dziś na Ukrainie. Jestem Wschodem i Zachodem w jednej osobie. Dzieckiem wędrówek ludów. Potomkinią wygnańców z bezkresnych stepów i nieufnie patrzących na nich tubylców. Z wiecznym pytaniem: kim tak naprawdę jestem? Twardo patrzącą na świat i wiecznie pucującą otoczenie Ślązaczką w starannie wypastowanych bucikach, czy może romantyczną, choć bosą potomkinią polskich osadników rzuconych pomiędzy bezkresne stepy Akermanu? Stasiuk uświadomił mi, że choć my wszyscy ze Wschodu, to jednak mentalnie niektórzy z nas z Zachodu.

W udzielonym z okazji premiery swojej książki wywiadzie, Andrzej Stasiuk przyznał się Michałowi Nogasiowi do tego, że źle mu na lewo od Wisły. Woli być u siebie. Czyli w Polsce wschodniej. Ciągnie go jeszcze dalej wgłąb euro-azjatyckiego kontynentu. Do Rosji i do Mongolii. Na tereny, z których przybyli pierwsi Słowianie, potem budzące grozę wojska Chingis-Chana, wreszcie dzika, niepowstrzymana Armia Czerwona, przed którą „nie ukryje się Niemiec w butach ze lśniącymi cholewami”. Do Chin nie, bo Chiny to już obcość. Chiny nie są kulturową kontynuacją wschodniego pogodzenia się ze światem, źle zagospodarowanego bezkresu stepu, który nigdy do końca nie poddał się człowiekowi we władanie. Chiny to zaawansowana, twarda cywilizacja. Tak samo wyrafinowana, bardziej może nawet uporządkowana, jak Zachód. Choć oczywiście inna. Tej cywilizacji boją się napotkani po drodze mieszkańcy stasiukowego Wschodu. Boją się, bo wiedzą, że jak przyjdzie Chińczyk, to posprząta i podzieli bezkres na mniejsze kawałki. Zbuduje drogi, mosty, elektrownie wiatrowe i bloki. Zasiedli je. I wszystko będzie działać, chodzić jak w zegarku. Czas zapanuje w miejsce bezczasu. Cywilizacja w miejsce natury. Prawo ludzkie tam, gdzie dziś ciągle jeszcze rządzi przyroda. Gdzie można po prostu położyć się, zwinąć w kłębek i z uchem tuż przy ziemi czekać na samotną śmierć bez pogrzebu. I patrzeć w oczy gromadzącym się ścierwojadom, które ogryzą nasz szkielet aż do białej mineralnej czystości.

Przemawia do Was Wschód z taką poetyką bytu i materii? Mnie raczej przeraża beznadzieją. Nie godzę się z nim i nie pragnę go ujrzeć na własne oczy. Nie śni mi się po nocach, nie kusi. Nie czuję z nim żadnego pokrewieństwa. I tylko czasem, będąc w Bieszczadach, ze szczytu Tarnicy patrzę na ukraińską stronę i wciągam w nozdrza romantyczny powiew wschodniego wiatru, gdzie spokojnie śpi pogodzony z Bohunem Pan Wołodyjowski. Jednak szybko otrząsam się z zadumy i chętnie wracam tu, gdzie należę. Na cywilizowany, uporządkowany i czysty Zachód.

Wasza Złoto Usta

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzyjnie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s