Zuch próbuje pisać książki [recenzja]

król biurowejBardzo się ucieszyłam na wieść o tym, że Maciek Mazurek, autor słynnego wśród kreatywnych tego kraju bloga Zuch rysuje, napisał książkę. Maćka znam raczej mailowo, niż bezpośrednio (zetknęła nas na moment współpraca zawodowa), ale jego twórczość rysunkowo-pisarską dość dobrze. Śledzę bloga i doceniam żart, kreskę, pióro oraz rzadko spotykane wyczucie granic dobrego smaku.

Muszę powiedzieć, że dla książki Zucha zrobiłam czytelniczy wyjątek, ponieważ Król biurowej klasy średniej nie mieści się w ramach kanonu literatury, którą zwykle czytam. Szczepan Twardoch powiedział ostatnio, że na pisanie prozy popularnej szkoda mu czasu. Ja mam tak samo, tylko z czytaniem. Życia nie starczy, by przeczytać wszystkie naprawdę ważne książki! Dlatego mam taką zasadę, że jak mnie lektura nie wciągnie na pierwszych 50 stronach – porzucam ją w kąt. Np. ostatnio – smakowita, grubaśna księga w pięknej okładce. Pierwsze kilka stron – nie najgorzej, ale potem dotarłam do sceny miłosnej ciągnącej się przez trzy strony… Nie uwierzycie, jak źle można opisać grę wstępną! W dodatku taką, która nie kończy się szczęśliwym finałem. Zniesmaczona tym okropnym przejawem grafomanii, lekturę porzuciłam. Tytułu nie podaję z litości do autora, wydawcy i tłumacza, który musiał to przeczytać w oryginale. Bleeee….

Na szczęście u Zucha nie znajdziecie scen miłosnych (chociaż do końca nikt nie wie, co w swojej samotni robią programiści – Łukasz i ten drugi, którego nikt nigdy nie widział). Książka Maćka Mazurka przepełniona jest za to dobrym humorem, osadzonym w realiach polsko-biurowo-agencyjnych. Oczywiście, że to żart. Jasne, że krzywe zwierciadło. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że Maciek nieco przerysował rzeczywistość. Aż tak źle w agencji reklamowej nie jest. Jednak… kto kiedykolwiek pracował w podobnym przybytku (jako grafik, akont albo nawet programista) ten się wdrygnie i na moment pogrąży we wspomnieniach. Uroni kilka łez. I będą to łzy śmiechu. Na przemian ze łzami żałości nad losem własnym oraz tysięcy szeregowych grafików, którym klient odruchowo kazał powiększyć logo 😉

Maćku – bardzo udana książka. Tylko z finałem trochę pojechałeś… Cóż – prawo artysty. Choć raz nie ograniczał Cię żaden sadystyczny Klient. Ani jego demoniczny pomocnik – AKONT.

Złoto Usta

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Recenzyjnie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s