Baba w pracy czyli ciąża, bachory i L4

keep-calm-i-am-pregnant
Zaczęło się od tekstu na mamadu. Anonimowy przedsiębiorca z branży PR stwierdza w nim, że kobiet nie opłaca się zatrudniać, ponieważ co prawda pracują dobrze, są ambitne itd. ale… no właśnie. Wszystko do przełomowego momentu, gdy na teście ciążowym ujrzą magiczne dwie kreski. Ciąża panie! Wtedy kobietom odbija. Natychmiast z byle powodu biorą L4 na całe dziewięć miesięcy. Potem rok macierzyńskiego, a gdy łaskawie zdecydują się wrócić do pracy, częściej są nieobecne, niż obecne. W dodatku w te swoje ciąże zachodzą seryjnie i grupowo – po kilka pracownic na raz.

Nie wiem, czy ów „anonimowy przedsiębiorca” istnieje naprawdę, czy też jest jedynie wytworem wyobraźni dziennikarza (częsty „chłyt małketingowy”). Nie ma to znaczenia. Zarówno sam temat, jak i dyskusja, którą wywołał, zmusiła mnie do refleksji.

Na początek muszę się do czegoś przyznać – ja, kobieta, żona, matka i pracownica zgadzam się z anonimowym przedsiębiorcą. Kobiety po wejściu w tryb „ciąża” całkowicie się zmieniają. Większość, bo oczywiście znam takie, które rodząc wysyłają maile, wiszą na telefonie karmiąc niemowlę, biorą robotę do domu, gdy latorośl choruje. Każdy je zna. Siłaczki, albo po prostu kobiety mocno nastawione na realizację siebie także poza rodziną. Jest ich mniejszość. Większość z nas stawia dziecko na pierwszym miejscu. Jak w tym oklepanym powiedzeniu – różnica między mężczyzną a kobietą jest (także) taka, że mężczyzna w domu myśli o pracy, kobieta – odwrotnie. Wszystko przez jaskiniowców. Samiec – łowca,  samica – zbieraczka. Dla pracodawcy, często małej firmy żyjącej od przelewu do przelewu, to duży problem. Zatrudniając dwóch-trzech pracowników zmuszony jest polegać w stu procentach na ich zaangażowaniu i dyspozycyjności. Pewnie chętnie zatrudniłby kolejne osoby, jednak zwyczajnie go nie stać. I tak robi bokami i ledwie-ledwie utrzymuje się na powierzchni. Prawda? Prawda!

Teraz przyjrzyjmy się sytuacji kobiety. Ją (mnie?) też rozumiem! Zachodzi w ciążę. Nagle, z dnia na dzień z silnej, niezależnej istoty staje się… inkubatorem. Organizm natychmiast przestawia się z trybu „walcz” w tryb „oszczędzaj energię i skup się na sobie”. Przestawia się wszystko – i ciało i myśli i duch. Nie da się, po prostu nie da się przejmować takim duperelami jak niedotrzymane terminy, niezapłacone faktury, wściekli klienci, zaległe raporty! Nie i basta! Coś tam można rzecz jasna robić, ale mniej, wolniej, spokojniej. A jeśli praca stresująca… No cóż – bierzemy L4. Potem poród. Ciężka przeprawa, a to dopiero początek. Karmienie, spanie, przewijanie, spacerki, kupa, kolki. I tak wkoło Macieju, 24h na dobę. Praca? Home office? Zapomnij! No chyba, że masz własną firmę. Wtedy musisz. W innym wypadku – NIE! I choć dziecko ma ojca, to przecież któreś z nas dwojga musi zarabiać na rodzinę. Poza tym on niestety mleka nie wytwarza. Proza życia.  Mija rok. Zapisujemy latorośl do żłobka. Wracamy do pracy. To w poniedziałek. W środę telefon z placówki opiekuńczo-wychowawczej: proszę przyjechać, ma gorączkę/biegunkę/wymioty. Urywamy się z roboty, lekarz, diagnoza, tygodniowe L4. Laptopa mamy pod ręką, ale maluch marudzi, płacze, chce na ręce, soczku, poczytać, pobawić się z mamusią. Generalnie robi wszystko, by zająć naszą uwagę. Na pracę czasu brak. Kolejny poniedziałek – praca, żłobek, w sobotę 40 stopni i rzyganko. Znamy to? Znamy!

Czy zatem sytuacja jest patowa? Czy właściciele małych firm powinni zatrudniać tylko mężczyzn (hej, spróbuj znaleźć pracownika-faceta za takie pieniądze…)? Czy młode matki nadają się tylko na państwowe posady albo do dużych korporacji, które stać na luksus zatrudniania ich? Sprawa jest trudna. Ale nie beznadziejna. Wydaje mi się, że wymaga większego zrozumienia i zaangażowania obu stron.

Po pierwsze – pracodawca. Szacowanie ryzyka, Przedsiębiorco! Naprawdę jak zatrudniasz pracownika, to nie bierzesz pod uwagę, że może się rozchorować/umrzeć/odejść z dnia na dzień/zajść w ciążę? A jak podpisujesz kontrakt na 10 000 zł i musisz kupić materiały to nie żądasz od zleceniodawcy zaliczki? Nie? No to jedziesz po bandzie! Daleko nie zajedziesz. I nie wiń wszystkich dookoła. Zacznij może, ja wiem… od siebie? A tak na poważnie – miej plan B gdy zatrudniasz potencjalną matkę. Przy okazji – wiesz, że mężczyźni zmieniają pracę trzy razy częściej niż kobiety? O tym, że pracują za wyższe stawki pewnie wiesz…

Po drugie – pracownica. Szacowanie ryzyka, Kobieto! Wiadomo, że dziecko jest najważniejsze. Nikt nie kwestionuje. Ale, na miły Bóg – Ty i Twoje dziecko nie jesteście pępkiem świata. Jesteście częścią organizmu zwanego „społeczeństwem”. Jeśli zdrowie zmusza Cię do pójścia na L4 na okres ciąży – zrób to. Jeśli chcesz zostać z dzieckiem na rok w domu – zostań. Ale jak już zdecydujesz się wrócić do pracy – pracuj! Zaplanuj wcześniej, co zrobisz, gdy Twoje dziecko zachoruje (a chorować będzie, wierz mi!). L4 bierz na zmianę z mężem. Dogadaj się z szefem, że pracę wykonasz w domu, w przyszłym tygodniu zostaniesz dłużej. Załatw opiekunkę na godziny. Uśmiechnij się do mamy albo teściowej. Możliwości jest sporo. Trzeba chcieć.

Obie strony muszą chcieć. Iść na kompromis. Inaczej święta wojna pracodawców i młodych matek trwać będzie w najlepsze. Dokładając kolejny kamyczek do lawiny polsko-polskich wojenek. Sportu naszego narodowego.

Wasza Złoto Usta. Żona, matka, kobieta pracująca.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Publicystycznie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s