Cycki. Felieton erotyczno-fizjonomiczno-filozoficzny

breastW tym temacie facetom wiedzie się lepiej. A może nie jest im lepiej, tylko łatwiej. Ze swoją, odmienną od naszej, symbolicznie i prawdziwie męską anatomią „noszą się” od urodzenia i mają sporo czasu, by się do niej przyzwyczaić. U kobiet to, co najbardziej intymne, jest de facto skromnie ukryte między kolumnami ud, ale około dziesiątego-dwunastego roku życia (w tzw. „dzisiejszych czasach” bywa, że wcześniej) pojawia się jawny, głośny i całkowicie bezwstydny substytut. Piersi. Nasz stosunek do tego elementu własnego ciała zmienia się wraz z wiekiem i rytmem biologicznego życia.

Celowo napisałam, że piersi są „substytutem”. Nie wierzycie? Naprawdę myślicie, że jak w starym kawale o różnicy między zapałkami a kobiecymi piersiami, te ostatnie są dla dzieci, choć bawią się nimi mężczyźni? Otóż – jest wręcz odwrotnie! Kobiece piersi wyewoluowały jako wabik na mężczyzn. To było jedno z moich osobistych, najmocniejszych studenckich odkryć. Jako przyszły biolog/zoolog/entomolog, miałam na studiach przedmiot zwany „ewolucja płciowości”. Bardzo ciekawy. Sporo czasu poświęcaliśmy na badanie różnic między płciami i przyczyn tych różnic. Szukaliśmy też odpowiedzi na pytanie:

Po co kobiecie duże, wystające gruczoły mleczne, skoro wszystkie ssacze dzieci doskonale radzą sobie z samą brodawką?

Uwaga, uwaga – odpowiedź może szokować osoby o nieco większej wrażliwości. Otóż ludzka samica, to jedyna w pełni wyprostowana małpa. Kiedy idzie (nawet naga), zainteresowany nią samiec nie zobaczy tego, co go najbardziej interesuje. Obietnica damskiego wnętrza pozostaje ukryta gdzieś daleko między pośladkami. Wizualnie zastępuje ją rowek między piersiami. Czy to przypadek, że stanik typu „wonderbra” robi taką karierę? Nie sądzę…

Szanowne Panie, może to w Waszych oczach nieco rozgrzeszy panów, którzy mówiąc o Waszych pięknych oczach, patrzą nieco niżej. Taka natura. My z kolei dyskretnie spoglądamy na męskie pupy. Zaprzeczajcie sobie do woli – zostało to udowodnione podczas licznych eksperymentów naukowych 😉

Wracając do piersi. Świetnie, że panowie tak je lubią, ale to my się z nimi borykamy od wczesnej nastoletniości do późnej starości. Spotkałam się nawet z określeniem: kobiece brzemię. Troszkę tak jest, prawda? Zwłaszcza w niektórych okresach naszego życia:

  • Rodzimy się bez nich. Do pasa całkiem podobne do naszych braci. Przyzwyczajone do tego stanu, biegamy po plaży w samych majtasach i jest nam z tym dobrze.
  • W wieku 10-12 lat przeżywamy szok. Pojawiają się one. Rosną większe i większe, zwykle z początku nierówno. Nieszczęśliwe zaczynamy się garbić, więc mama kupuje nam pierwszy stanik (miseczka A), a koledzy skradają się za naszymi plecami, by znienacka strzelić ramiączkiem. Dla nich to świetna zabawa, dla nas  – dramat.
  • Dojrzewamy i przyzwyczajamy się do nich. Już się nie buntujemy, że są, chcemy wabić, zatem dumnie wypinamy je do przodu. A one? Za małe, za duże, kształt nie taki… Nie są w stanie spełnić naszych zbyt wygórowanych oczekiwań. Aha – przeszkadzają podczas uprawiania sportów. Zwłaszcza sportów walki (wierzcie mi!).
  • Dorastamy. Czasem się z nimi godzimy, często nie. A że jesteśmy już samodzielne, mamy własne pieniądze i pełnię władzy nad swoim ciałem, postanawiamy je naprawić za pomocą stalowego ostrza chirurga plastycznego. Powiększamy, zmniejszamy, nadajemy sprężystość i czasami nawet jesteśmy chwilowo zadowolone z efektu.
  • Rodzimy dziecko. Po raz pierwszy wyrażamy pełną zgodę na nasz biust. Nawet jeśli nadmiernie rośnie, boli i miewa stany zapalne. Na moment staje się on przecież po prostu tym, czym był dla naszych zwierzęcych przodkiń – gruczołem mlecznym z ujściem na końcu. Karmienie młodego to czynność przyjemna i tak naturalna, że bez żenady realizujemy się jako matka-karmicielka. Także w miejscach publicznych, choć jako osoby dobrze wychowane, staramy się robić to dyskretnie. I tak od tego i owego obrywamy za szerzenie pornografii. No cóż – są ludzie i ludziska…
  • Potem w relacji kobieta-jej piersi, następuje okres spokoju. Dojrzałe emocjonalnie, wciąż jeszcze młode, potrafimy wykorzystać atuty ciała i dyskretnie zamaskować to, co w nim niedoskonałe. Skorygować kształt piersi odpowiednio dobranym stanikiem, dekoltem, w ostateczności odwrócić od nich uwagę nieco zbyt krótką spódniczką. Albo inaczej – chowamy je za luźnymi swetrami i sukniami-workami „a’la szalona poetka”. W końcu rozumiemy, że kobieta nie ma obowiązku kusić. Chociaż oczywiście może, jeśli ma na to ochotę.
  • Na końcu naszego życia historia zatacza koło. To smutne, ale starsza kobieta staje się cieleśnie przezroczysta. Rozmawiający z nią mężczyźni nie patrzą w dekolt. Spoglądają uprzejmie w oczy. Kobieta, choć nadal ma piersi, już nimi nie kusi. A one niestety często znowu zaczynają być uciążliwe. Choć inaczej, niż u dojrzewającej dziewczynki. Piersi chorują. Mammografia, diagnoza, operacja, amputacja. Bywa i tak. Radość z wyzdrowienia, nadspodziewana przykrość i pustka po stracie…

Bo piersi, choć stworzone dla mężczyzn, przynależą do naszego, kobiecego świata. I już!

Tyle w temacie.

Wasza Złoto Usta

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozoficznie, Publicystycznie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s