Droga przez mękę [recenzja]

drogaKomunistyczna agitacja, aczkolwiek popełniona w niezłym stylu. „Droga przez mękę” Aleksego Tołstoja idealnie wpisuje się w nurt socjalistycznej literatury zaangażowanej. Jak dobrze, że dziś można ją czytać z lekkim przymrużeniem oka! Jednak w czasie, w którym powstawało, trzytomowe dzieło tego Tołstoja – piewcy Stalina i systemu sowieckiego – miało w zamyśle pewnie pełnić funkcję terapeutyczną, służąc „pokrzepieniu serc” (niczym Trylogia Sienkiewicza, zresztą czytając „Drogę…” nie sposób nie przywoływać z pamięci scen żywcem przeniesionych z „Ogniem i mieczem”.).

Aleksy Tołstoj skończył pisać swoje dzieło w dniu, w którym hitlerowskie Niemcy bez ostrzeżenia gwałtownie zerwały pakt Ribbentrop-Mołotow. Człowieka radzieckiego ogarnęło przerażenie i typowy dla wschodniej duszy fatalizm… A tu proszę – oto romantyczna historia czwórki przedrewolucyjnych inteligentów, którzy na kartach trzech tomów „Drogi przez mękę” przechodzą mentalną, psychiczną i nawet fizyczną przemianę. Dwie piękne młode siostry i ich dzielni mężowie dojrzewają i przeistaczają się z gnuśnych próżniaków w nowych ludzi radzieckich. Pięknych trudem ciężkiej, rewolucyjnej pracy. Wyszlachetniałych w okopach pierwszej wojny, potem bratobójczej wojny domowej. W której bolszewicy są oczywiście jedyną słuszną opcją…

Prokomunistyczna agitacja byłaby wręcz nieznośna, gdyby nie to, że żyjemy już w zupełnie innych czasach, ale nie tylko dlatego. Na półkach antykwariatów i domowych biblioteczek zalega z pewnością wiele jeszcze książek, które autorzy popełnili na zamówienie socjalistycznej władzy. Część z nich jest tak źle napisana, że zasługują jedynie na spalenie. A „Droga przez mękę” nie! Warto po nią sięgnąć, ponieważ… to po prostu kawał nieźle napisanej literatury, pokazującej losy i wybory zwykłych ludzi postawionych wobec wielkiej historii. Sporo tu nieco straceńczego klimatu tak typowego dla pisarzy rosyjskich. Dużo smutku, wiele wywodów na temat słowiańskiej duszy. Bohaterowie miotają się wewnętrznie, nie mogąc dojść do porozumienia z sobą, tym, czego chcą, kim pragną być. Oczywiście na końcu okaże się, że chcieli światowej rewolucji proletariatu, ale zanim do tego dojdą, wiele się wydarzy. Zarówno w świecie realnym (przygody głównych postaci książki są naprawdę na miarę bohaterów Trylogii!), jak i mentalnym.

Aleksy Tołstoj pisał długo. Zaczął pisać swoją trylogię w czasie, gdy komunizm świeżo się ugruntowywał. Sam pochodził z rodziny inteligencko-szlacheckiej. Z racji wieku dobrze pamiętał, co działo się za cara. To wszystko w książce widać. Czytający „Drogę przez mękę” bez znajomości poglądów jej autora, nie od razu zorientuje się, po której stronie konfliktu stał. Był „biały” czy „czerwony”? Popierał stary porządek, czy może rewolucję światowego proletariatu? Po lekturze mam wrażenie, że z początku sam tego do końca nie wiedział. A może planował nawet stworzyć dzieło ideologicznie niezaangażowane, w miarę możliwości obiektywną fabularyzowaną relację z tamtych dni? W trakcie pisania zdecydował chyba jednak, że jest za komunizmem. Im dalej zagłębiamy się w przedstawioną historię, tym wspanialszych czerwonych zuchów w niej spotykamy. A biali, anarchiści i inni „kontrrewolucjoniści” po kolei zmieniają się – z ludzi, w czyniące zło bestie…

Podsumowując – z przymrużeniem oka i zachowaniem odpowiedniego dystansu – warto sięgnąć po „Drogę przez mękę”. Także dla pięknych opisów romantycznej miłości i wyrazistych scen bitewnych.

Wasza Zaczytana ZłotoUsta

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzyjnie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s