Głód [recenzja]

glod_okladkaSą książki, których czytanie męczy. Wykańcza wręcz psychikę czytelnika. A jednak brniemy przez nie do końca, ponieważ… no właśnie. Napisane są dobrym stylem i poruszają ważny temat. Poza tym, intryguje nas bohater. Intryguje i drażni swoją niemocą, idiotycznymi reakcjami, obsesjami graniczącymi z szaleństwem. Nie lubimy go i lubimy jednocześnie, bo choć wariat, to przecież człowiek nietuzinkowy. Inteligentny i utalentowany, tylko zmierza z złą stronę. Mimo zdegustowania, jakie odczuwamy podczas lektury, czytamy do końca, by dowiedzieć się, co też ostatecznie stanie się z postacią, o losach której opowiada powieść…

„Głód” Knuta Hamsuna należy do takich książek. Rzecz dzieje się w wieku dziewiętnastym. Bohaterem tej stosunkowo krótkiej prozy jest człowiek jeszcze młody, intelektualista i literat, mieszkaniec norweskiego miasta Christiania. Ze wspomnień owego pisarza oraz dobrej jakości materiałów, z jakich wykonane zostało jego ubranie, czytelnik może wnioskować, iż do niedawna powodziło mu się całkiem dobrze, że przywykł do egzystencji zgoła odmiennej od tej, jaką pędzi na kartach „Głodu”. Jego myśli krążą jedynie wokół dwóch tematów – jedzenia i tworzenia. Jest głodny zarówno porządnego posiłku, jak i genialnego utworu, artykułu, który mu ów posiłek zapewni. Usiłuje pisać, zwykle z kiepskim skutkiem. Stara się przeżyć, wyprzedając absolutne resztki dawnego majątku. Zastawia w lombardzie kamizelkę, próbuje to samo uczynić z marną kołdrą, okularami, guzikami surduta. Równocześnie żyje w świecie potęgowanych niedożywieniem iluzji – fantazjuje na swój temat, oszukuje napotkanych na drodze ludzi, nie potrafi rozpoznać wyciągniętej ku niemu pomocnej dłoni. Rezygnuje nawet z seksu, najsilniejszej ludzkiej namiętności. Stacza się wciąż bardziej i bardziej, cierpiąc z powodu kolejnych symptomów zagłodzenia organizmu. Niby pozostaje aktywny, jednak w sposób zupełnie nieracjonalny, który nie zapewni mu ani kalorii, ani sławy, ani pieniędzy.

Samotność, smutek i niemal śmiertelne zagłodzenie. Egzystencja na granicy jawy i pełnego majaków snu. Zimno przenikające do kości. Irytacja osoby, która o tym wszystkim czyta i wie, że wystarczyłaby zmiana podejścia do ludzi, nagięcie karku, poluzowanie zasad, by móc wrócić do społeczeństwa i jakoś… przeżyć.

Tylko czy warto rezygnować z siebie w tak marnym celu jak zwykłe fizyczne przetrwanie?

Każdy z czytelników prozy Hamsuna powinien samodzielnie odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Wasza Wciąż Zaczytana Złoto Usta

PS

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu ZYSK i S-ka.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzyjnie i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s