Każdy umiera w samotności [recenzja]

Kazdy_UWS_okl_out.inddHans Fallada. Nowy ukochany pisarz. Zaczęłam od rewelacyjnej powieści „Co dalej, szary człowieku”, potem był trochę moim zdaniem słabszy „Pijak” (ale nowemu ukochanemu wybacza się drobne potknięcia), wreszcie sięgnęłam po „Każdy umiera w samotności”. Kto mnie zna, ten wie, że dałabym się pokroić za dowolną książkę Hansa Hellmuta Kirsta (to ten od „Fabryki oficerów” :)). A Fallada? Dla mnie Fallada to taki Kirst, tyle że w cywilu. Nieco bardziej patetyczny. W mniejszym stopniu posługujący się ironią. Chronologicznie wcześniejszy. Ale odnajduję podobieństwa. I jestem zafascynowana.

„Każdy umiera w samotności” to opowieść, której akcja rozgrywa się w Berlinie w latach 1940-1942. Starsze małżeństwo otrzymuje wiadomość o śmierci syna. Zginął na froncie. „Poległ śmiercią bohatera”, o czym informuje maszynowe pismo urzędowego listu… Nieprawda. Syn państwa Quanglów nie poległ śmiercią bohatera! To niemożliwe, ponieważ bohaterską śmiercią giną ci, co do boju idą z pieśnią na ustach. A ich Ottonek wcale nie chciał zostać żołnierzem. Od bitewnego szału wolał radioaparaty i swoją śliczną narzeczoną… Państwo Quanglowie nie godzą się z kłamstwem. Nagle jasna staje się dla nich obłuda, w jakiej żyją Niemcy. Postanawiają stawić opór. Zaczynają pisać pocztowe kartki z antynazistowskim przesłaniem. Podrzucają je w różnych punktach Berlina w nadziei, że wstrząsną czytelnikami. Nieuchwytni, działają tak dwa lata. W końcu Gestapo trafia na ich trop. Jak to się skończy? Zakończenia oczywiście nie zdradzę.

Szczerze mówiąc, uchylając rąbka intrygi wokół której osnuta jest powieść Fallady, nie zdradzam także wcale wiele z treści książki. Prosta historia oporu dwojga podstarzałych ludzi (majster Quangel pracuje w fabryce trumien dla wojska!), to byłoby nieco za mało dla autora. W powieści pojawiają się zatem postaci poboczne. Wiele z nich to obrzydliwe indywidua, ludzie fanatyczni, źli, okrutni, słabi, albo po prostu tacy, którzy chcieliby normalnie żyć, mimo terroru, który dzieje się wokół. Tylko, że to niemożliwe w państwie, gdzie każdy każdemu zagląda do zupy i gotów jest o jej składzie natychmiast poinformować odpowiednie służby. W państwie, którego obywateli selekcjonuje się zarówno ze względu na rasę, poglądy polityczne, jak i przydatność dla aparatu partyjnego i wojennej machiny, jaką stała się w owym czasie niemiecka gospodarka. W państwie, gdzie każdy, najohydniejszy czyn może zostać wybaczony, pod warunkiem, że popełnił go „nasz człowiek”.

Swoją powieścią Fallada kreśli świat wstrząsająco ponury, w którym jednak żyją także porządni ludzie. Niewielu ich, ale jednak są, trwają, próbują protestować, choć zwykle raczej w cichości własnego sumienia, niż na głos – słowem i czynem. Nic w tym dziwnego, skoro w hitlerowskim kraju śmierć grozi za każdą myśl niezgodną z linią partii. Ty tylko myślisz? O poczekaj, bratku. My cię i tak dopadniemy! Skąd będziemy wiedzieć, że myślisz niesłusznie? Doniosą nam o tym twoi przyjaciele, rodzina, znajomi z pracy. Niemcy to posłuszny naród…

Co ciekawe, powieść: „Każdy umiera w samotności” osnuta została na faktach. Po wojnie Fallada otrzymał do wglądu akta sprawy berlińskiego robotniczego małżeństwa, które pisało antyhitlerowskie pocztowe kartki. Początkowo nie chciał podjąć się stworzenia fabularnej opowieści na bazie gestapowskich dokumentów. Przedstawiona w nich historia wydawała mu się zbyt ponura (Falladzie? Zbyt ponura?). Dlatego pisząc mocno ją rozbudował, dodał sporo wątków pobocznych, w książce pojawiają się postaci całkowicie fikcyjne, których losy pisarz przedstawił dosyć szczegółowo. Jest też promień nadziei, wszak:

„… nie chcemy kończyć tej opowieści śmiercią, jest ona poświęcona życiu, zawsze na nowo triumfującemu nad hańbą i łzami, nad nędzą i śmiercią.”

Wasza Zaczytana Złoto Usta

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzyjnie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Każdy umiera w samotności [recenzja]

  1. Pingback: Człowiek z aspiracjami [recenzja] | Grafomanya

  2. Pingback: Zmora [recenzja] | Grafomanya

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s