Nienawiść do innego [apel!]

hate-634669_1280 O rany! Doszło do tego, że boję się porannej internetowej prasówki. Ciekawość socjologa-amatora zmusza mnie do czytania komentarzy, które pojawiają się pod artykułem na portalu, czy postem na Facebooku. Rzucam też okiem na memy. I skóra mi cierpnie, mam mdłości, dreszcze i podły humor do końca dnia. W czym rzecz? W uchodźcach oczywiście, których coraz to nowe fale zmierzają w naszym kierunku. Albo inaczej – rzecz leży w narzędziach, jakimi tych ludzi pragną powitać niektórzy moi rodacy. Czekają na nich z ogniem i mieczem, sugerują wprowadzenie „ostatecznego rozwiązania kwestii islamskiej” (przepraszam, ale takie skojarzenie nasuwają mi propozycje wysłania uchodźców do Auschwitz, które pojawiają się w licznych konstruktach obrazkowo-tekstowych), rozpowszechniają niesprawdzone, lecz pasujące do tezy treści, które są masowo publikowane w sieci (opowieści z pierwszej ręki, list pani, która ma rodzinę na Korfu, relacja z podróży autokarem szturmowanym przez uchodźców, wypowiedź polskiego muzułmanina etc.). Generalnie, większość wypowiadającego się w internetach narodu mówi zbiorowe NIE, a najbardziej skrajna część dorzuca do tego: NA POHYBEL!

Obrzydliwe.

Z drugiej strony mamy nielicznych „poprawnych politycznie” zwolenników przyjęcia uchodźców. Często wcale nie lepszych od grupy pierwszej. Zamiast rozmawiać – pouczają i obrażają. „Polacy to ksenofobiczni ciemniacy, zapomnieli, że sami byli i są migrantami, rodacy nie dorośli, wstyd!”. Argumenty za przyjęciem uchodźców mają różne – od humanitarnych (bo trzeba pomagać) po interesowne (za moment nie będzie miał kto pracować na nasze emerytury, Syryjczycy to często wykształceni ludzie, przydadzą nam się, musimy przyjąć, bo jak nie, to Unia Europejska się na nas obrazi i nie pomoże, jak napadnie na nas Putin etc.). Starają się być pełni współczucia wobec uchodźców, udają, że nie widzą problemu konsekwencji ich przyjazdu i obrażają na potęgę ludzi, miedzy którymi żyją.

Głupie.

Między tymi dwiema skrajnościami zwykli ludzie. Mniemam, że tacy jak ja – zdający sobie sprawę z powagi chwili i tego, że trzeba pomóc uciekającym przed wojną i równocześnie obawiający się konsekwencji, jakie przyjdzie za tę pomoc zapłacić. Nie dziś, jutro, czy za rok. Bądźmy szczerzy – przyjęcie nawet stu tysięcy uchodźców nie spowoduje upadku gospodarczego naszego 38-milionowego kraju! Może go jednak zmienić. I zmieni.

Polska od 1945 roku jest krajem jednorodnym etnicznie. Obcych nie lubimy (to fakt, nie ma się co obrażać). Nie słyniemy z tolerancji. Przeszkadzała nam nawet tęcza na Placu Zbawiciela. Społeczeństwo nie jest w żaden sposób przygotowane na to, by przyjąć osoby należące do innego kręgu kulturowego. Próby umieszczenie ich tutaj wbrew woli narodu to skrajna nieodpowiedzialność, która ma szansę skończyć się dla przybyszów bardzo źle. Nawet od lat wychowywani do multikulturowości Niemcy podpalają ośrodki dla imigrantów. Wyobrażacie sobie, co może stać się u nas?

Należy sobie zadać pytanie: dlaczego mówimy zbiorowe NIE przybyszom?

Boimy się ich. Wciąż karmieni w mediach wizją okrucieństw dokonywanych w imię Allaha przez Al Kaidę, Państwo Islamskie i Boko Haram, obawiamy się wszystkich muzułmanów. Doniesienia z Wielkiej Brytanii, Francji i innych krajów zachodniej Europy, gdzie stale wybuchają drobniejsze i większe konflikty na tle etniczno-religijnym, budzą nasz wewnętrzny sprzeciw. Wypowiedzi nawiedzonych immamów na temat naszej „upadłej” kultury i obietnice zastąpienia jej prawem szariatu są mało przyjemne. Wizja ofiar zamachów terrorystycznych także nie nastraja pozytywnie.

To zrozumiałe, że się boimy. Ale prawda jest taka, że…

Za południową granicą Europy toczy się wojna, która z roku na rok obejmuje coraz szersze terytorium i zmusza do ucieczki coraz to nowe rzesze ludzi. Zresztą tlący się konflikt mamy też na wschodzie. Nasz kontynent jest bogaty. Przyciąga jak magnes. W dodatku jako Europejczycy starzejemy się. Za chwilę naprawdę zabraknie nam rąk do pracy. Także tu, w Polsce. Prawda jest taka, że MUSIMY otworzyć nasz kraj na przybyszy z innych części świata. Jeśli nie zrobimy tego dobrowolnie teraz, przyjdą tu bez zaproszenia. Za dziesięć, dwadzieścia lat, ale przyjdą na pewno. Takie prawo ludzkich dziejów. Migracje były, są i będą.

Dlatego należy się na to przygotować. Należy przygotować na to społeczeństwo. Rozmawiać. Dyskutować. Edukować. Mówić o zagrożeniach i mówić o szansach. Otwarcie, porzucając nienawiść i polityczną poprawność, ponieważ obie te retoryki, które są chore i wynaturzone, odbierają jasność myślenia.

Panie i panowie publicyści! Politycy! Intelektualna elito kraju! Słuchajcie tych, którzy krzyczą: WON! Nie lekceważcie ich. Pytajcie: dlaczego? Wyciągajcie wnioski. Rozwiewajcie obawy i równocześnie pracujcie nad sposobami niwelowania zagrożeń.

To jest wasze zadanie na dziś. Najpilniejsze z pilnych.

Ja proszę. Ja – zwykły obywatel.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Publicystycznie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s