Alchemia. Wprowadzenie do symboliki i psychologii [recenzja]

alchemiaOto książka, która bynajmniej nie jest do czytania. Oto książka do studiowania. Nieustannego studiowania, ponieważ można do niej wrócić – nie raz, nie dwa, a sto razy. Za każdym kolejnym podejściem odkrywając dla siebie coś nowego. „Alchemia. Wprowadzenie do symboliki i psychologii” Marie-Louise von Franz stanowi zapis dziewięciu wykładów, jakie autorka, bliska współpracownica Carla Gustava Junga, wygłosiła w Zurychu, w instytucie imienia swego wielkiego mentora. Wydarzenia te miały miejsce w roku 1959… Ich przesłanie nic nie straciło na aktualności! Nic stracić nie mogło. Natura ludzka jest wszak niezmienna.

Jung był szwajcarskim psychiatrą i psychologiem, uczniem, potem także oponentem Freuda (dawni przyjaciele i współpracownicy poróżnili się m.in. o panseksualizm – Jung nie zgadzał się ze słynnym freudowskim „seksem, który wszystkim rządzi”). Stworzył własną koncepcję psychologii analitycznej. W swojej pracy chętnie sięgał do symboliki snu oraz… prac starożytnych i średniowiecznych alchemików. W alchemii „dostrzegał świadectwo zmagań ludzkiego ducha z własnym doświadczeniem wewnętrznym. Według Junga, w czasach, gdy nauki jeszcze nie zdążyły się wyspecjalizować, a granica między tym, co subiektywne, a tym, co obiektywne, była nader płynna, alchemia mogła stanowić swego rodzaju pre-psychologię.” (cytuję za Wikipedią, żeby niczego nie pomieszać :))

Z czym kojarzy Wam się słowo ALCHEMIA? Kamień filozoficzny? Złoto? Może templariusze? Tajemnica? Para-chemia? Mnie się zawsze tak kojarzyła. Ale ja nie jestem psychologiem (niestety!). Jestem zwykłym zjadaczem psychologicznego chleba, który wie zaledwie tyle, ile trzeba by przestudiować ze zrozumieniem ciekawy tekst w „Charakterach”. No – byłam. Po przeczytaniu „Alchemii…” mogę powiedzieć, że wiem ciut-ciut więcej. O ludzkiej naturze, męskim i żeńskim pierwiastku w każdym z nas, powiązaniach ducha z materią, nieświadomości, świadomości i ścieżkach, jakimi musimy podążyć, by się w pełni rozwinąć. Wiem też co nieco o przyczynach chorób psychicznych – nerwicy, schizofrenii i depresji. Oraz oczywiście o symbolice alchemicznej. Która oznacza rzecz jasna zupełnie co innego, niż sugeruje pierwsze wrażenie.

Przyznam, że z początku podeszłam do tematu bardzo nieufnie. Ale potem… Mój egzemplarz książki jest kompletnie zniszczony – pełno w nim kartek zagiętych dla pamięci, mnóstwo podkreśleń i komentarzy na marginesach! Przytoczenie choćby małego fragmentu wiedzy zawartej w „Alchemii…” samo powinno mieć objętość mini-książki. Na to jednak w krótkiej recenzji nie ma miejsca, napiszę zatem tylko:

STUDIUJCIE ALCHEMIĘ!

Nie oprę się jednak całkowicie pokusie cytowania i podzielę próbką zawartości „Alchemii…” Oto mały fragment poświęcony depresji:

„Jak sama nazwa … wskazuje, w stanie tym ludzie są poddani presji czegoś, co ich zgniata, ściąga w dół, ponieważ część psychologicznej energii libido została wycofana w nieświadomość i musi zostać z niej wydobyta … Prawdziwa energia życiowa dostała się w głębsze warstwy osobowości i można uzyskać do niej dostęp jedynie przez depresję … Trzeba się w nią wsłuchać, zejść tak głęboko, jak się da, aż się dotknie na nowo energii psychicznej niosącej twórczą ideę, a wtedy nagle, na samym dnie może się pojawić impuls życia i kreatywności…”

Okazuje się, że depresja może mieć także pozytywne strony 🙂

Wasza Zastudiowana Złoto Usta

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozoficznie, Recenzyjnie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s