Wampir [recenzja]

wampirWłaśnie skończyłam czytać „Wampira” Wojciecha Chmielarza.  Ależ mam problem z oceną tej książki! Bo raz – rzadko sięgam po kryminały. Dwa – bo moje miasto, które jest współbohaterem książki. Trzy… ale o tym niżej. Skoro raz, dwa i trzy, pozwólcie, że recenzję najnowszej powieści Chmielarza podzielę na części:

CZĘŚĆ PIERWSZA: WAMPIR JAKO KRYMINAŁ

Jeśli chodzi o czytanie, „jestę hipsterę” – kryminałami zaczytywałam się jakieś dziesięć, do dwudziestu lat temu, zanim nastał szał na tego typu literaturę. Przerobiłam ich mnóstwo – od peerelowskiej serii z jamnikiem, przez Chandlera, Christie, Chmielewską, aż po Krajewskiego i innych autorów powieści retro. Przejadły mi się chyba, bo nie zostałam fanką trylogii Millenium Larsona i nieczęsto sięgam po innych autorów skandynawskich. Nie powinnam więc chyba oceniać książki Pana Chmielarza. Tym bardziej, że przeczytałam ją tylko ze względu na miasto (o mieście niżej). Pokuszę się jednak o krótką recenzję intrygi i stylu pisania:

„Wampira” czyta się dobrze i szybko. Zwięzłe, dosadne zdania, praktycznie pozbawione przymiotników, współgrają z tempem i atmosferą powieści. Wydarzenia następują jedno po drugim, niemal migają przed oczami czytelnika. Zero nudy. Brak pseudofilozoficznych wynurzeń. Brawo! Zagadka pozostaje nierozwiązywalna do ostatnich stron książki. Drugie brawo! Suchy, prosty styl pisania utrzymany konsekwentnie od początku do końca. Trzecie brawo! Żywe dialogi i dosyć plastycznie odmalowane postaci. Słowem – jeśli ktoś lubi klasyczną powieść kryminalną – polecam, bo „Wampir” to po prostu dobre czytadło.

CZĘŚĆ DRUGA: WAMPIR JAKO POWIEŚĆ O GLIWICACH

Jeśli chodzi o Gliwice, jestem fanatyczną wielbicielką. Powieści Wojciecha Chmielarza polubić nie mogę, bo próbował mi to ukochane rodzinne gniazdo obrzydzić. Z punktu widzenia mieszkanki odrobinę jednak nieskutecznie, bo bez odwoływania się do faktycznej atmosfery i historii tego szczególnego (a jakże!) śląskiego miasta. Chmielarz portretuje Gliwice na dwa sposoby. Z jednej strony poprzez opisy budynków, infrastruktury, „kultowych” miejsc. Z drugiej przez osoby, które ożywia na kartach „Wampira”. W obu brakuje mi autentyczności i odrobiny choćby życzliwości autora. Nie twierdzę, że wszyscy gliwiczanie są mili, a każdy gmach ma do opowiedzenia fascynującą historię. Nie mam złudzeń. Ale ani z ludźmi nie jest u nas tak źle, ani z samym miastem tak nudno. Gliwice to naprawdę coś więcej, niż ruina dyskoteki „Bravo”, klub „Inferno” i podłe blokowiska.

Trochę szacunku, autorze 🙂

(Oczywiście tę część czytajcie z przymrużeniem oka. Chyba, że jesteście z Gliwic. Wtedy traktujcie moje uwagi śmiertelnie poważnie.)

CZĘŚĆ TRZECIA: WAMPIR JAKO OFIARA REDAKTORA

Ten fragment recenzji dedykuję podobnym do mnie maniakom wyłapywania błędów w książkach. Czyli autorom, redaktorom i korektorom.

Autor, gdy pisze, wpada w pewnego rodzaju amok. W tym amoku popełnia błędy. Myli się. Od wyłapania i poprawienia pomyłek ma redaktora.

Panie Redaktorze książki pt. „Wampir”:

  • dziesięciopiętrowe bloki nie mają kilkunastu metrów wysokości;
  • jak ktoś umarł dziewiętnaście lat temu, to nie mógł na stronie obok umrzeć osiemnaście lat temu;
  • filiżankę pełną kawy na spodek się odstawia, nie odkłada. Jak się ją odłoży (= położy), to kawa się wyleje i będzie problem…

To tylko parę przykładów redakcyjnych błędów, które wyłapałam. No ale ja jestem na nie uczulona. Pewnie dlatego, że pisząc, sama popełniam podobne.

Wasza ZłotoUsta

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzyjnie i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s