Człowiek z aspiracjami [recenzja]

człowiekKolejna powieść Hansa Fallady i kolejne zauroczenie. „Człowiek z aspiracjami” to moje czwarte spotkanie z twórczością tego niemieckiego pisarza, po doskonałych powieściach: „Co dalej szary człowieku” i „Każdy umiera w samotności” oraz nieco słabszym „Pijaku”. Jeśli chodzi o tę ostatnią książkę, myślę, że tajemnica tkwi w tłumaczeniu – z tych czterech, tylko w pracach nad polskim wydaniem „Pijaka” nie uczestniczył Instytut Goethe’go. Jak wiele zależy od tłumacza! Bogactwo słownictwa, subtelny językowy dowcip, smaczki lokalnych gwar…

„Człowiek z aspiracjami” to powieść potężna, zarówno objętościowo (niemal 700 stron, duży format, drobny druk), jak i w warstwie treściowej. Autor opowiada w niej o losach pewnego młodego człowieka, żyjącego w Berlinie w początkach XX wieku. Jak pisze Die Zeit, „Karol Siebchert jest jedną z najpiękniejszych postaci stworzonych przez Falladę. Tłem perypetii tego niezwykłego bohatera jest burzliwa historia Niemiec”.

Siebcherta poznajemy w roku 1909, gdy jako osierocony szesnastolatek przybywa do stolicy Niemiec z małej miejscowości w Brandenburgii. Karol jest nikim, ale chce zostać kimś. Rozkręcić dochodowy interes i zdobyć Berlin. Na swojej drodze spotka całą galerię niezwykłych mieszkańców tego miasta – szlachetnych i podłych, bogatych i biednych, sympatycznych i wstrętnych. Będzie z nimi żył, pracował, kłócił się i godził, będzie ich lubił, kochał, nienawidził, oszukiwał i rugował ze swoich interesów. Na naszych oczach będzie wielokrotnie upadał w rytmie zgodnym z pływami burzliwej historii Niemiec. Będzie się także wraz z nimi nieustannie podnosił. Czy osiągnie swój cel? Czy zdobędzie Berlin? I jaką cenę przyjdzie mu zapłacić za te starania?

Więcej z treści „Człowieka z aspiracjami” nie zdradzę. Przeczytajcie sami tę fascynującą powieść, która wcale się nie zestarzała, mimo iż jej bohater, gdyby istniał naprawdę, urodziłby się w 1893 roku! Inna rzeczywistość, inni ludzie, inne realia – powiecie. Niekoniecznie. Przecież to czasy się zmieniają, ludzie – nigdy. Nasza natura jest uniwersalna. Niezależnie od tego kiedy i gdzie przyszliśmy na świat. Droga na szczyt ambicji wygląda zawsze podobnie – obojętnie, czy do sukcesu dąży Steve Jobs, czy Karol Siebchert.

„Człowieka z aspiracjami” żegnamy na początku lat trzydziestych, gdy Niemcy powoli podnoszą się z gospodarczej zapaści po Wielkim Kryzysie. Hitler jeszcze nie doszedł do władzy. Chciałoby się, by Fallada napisał kontynuację. Człowieka z aspiracjami w stolicy Trzeciej Rzeszy. Niestety – nie napisał. Do Niemiec hitlerowskich przeniesie Was „Każdy umiera w samotności”. Ale to zupełnie inna historia…

 

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzyjnie i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s