Metro 2033 [recenzja]

metroTo jedna z tych książek, które po prostu należy przeczytać. Niezależnie od tego, czy jest się fanem literatury spod znaku science fiction, czy też nie.
Trochę mi wstyd, że dopiero teraz sięgnęłam po tę niezwykłą powieść. Szczerze mówiąc nie uczyniłam tego wcześniej, bo dawno już wyrosłam z literatury postapokaliptycznej. „Po Philipie K. Dicku nic mnie już nie ruszy” – myślałam. A tu proszę…

Do świata „Metra 2033” weszłam bardzo głęboko. Poatomowe podziemia rosyjskiej stolicy mam ciągle przed oczami. Śnią mi się, nie pozwalają o sobie zapomnieć. Trawi mnie chęć wybrania się do księgarni po kolejne tomiszcza opowiadające o Uniwersum, jednak odrobinę się ich obawiam. Część czytelników twierdzi bowiem, że czeka mnie rozczarowanie. No cóż, pożyjemy, poczytamy, zobaczymy. Ale jeszcze nie teraz. Nie dziś. Dziś pozwólcie mi pozostać w tunelach „Metra 2033” w które zanurzam się bojaźliwie z jego bohaterem, dwudziestokilkuletnim Artemem.

Artem miał szczęście, a może pecha, że urodził się przed konfliktem atomowym i zobaczył na własne oczy to, czego już nie ma. W ostatniej wielkiej wojnie ludzie niemal doszczętnie zniszczyli siebie i swój świat. Nieliczni ocaleńcy schronili się w tunelach moskiewskiego metra, by wieźć tam beznadziejną, ciemną egzystencję istot, którym udało się jedynie zamienić wyrok śmierci na dożywocie.

Metro to teraz cały świat dla tych żałosnych kilkudziesięciu tysięcy. Starają się oni ze wszystkich sił zachować pamięć i tradycję przodków. Tworzą mikropaństwa, zawierają sojusze, prowadzą wojny. Żyją pod dyktando ideologii, religii, filozofii. Nadają przedmiotom i zjawiskom nazwy pochodzące z dawnej rzeczywistości, w której słońce, świeże powietrze, zwierzęta i rośliny były zaledwie tłem dla korony stworzenia, nie zaś śmiertelnym niebezpieczeństwem. Ludzie usiłują przetrwać, lecz jest to coraz trudniejsze. Zagrożenia czają się wszędzie – wyłażą z ciemnych tuneli metra, kryją się na niezamieszkanych stacjach, usiłują sforsować metalowe i betonowe zapory oddzielające ostatnią twierdzę ludzi od powierzchni ziemi.

Czy Artemowi, zwykłemu mieszkańcowi Uniwersum Metro 2033 uda się ocalić pozostałą przy życiu ludzkość przed nowym niebezpieczeństwem? Czy ludzi w ogóle można ocalić? Czy warto ratować gatunek, który stanowi największe niebezpieczeństwo nie tylko sam dla siebie, lecz dla wszystkich innych żywych istot?

Nie wiem. Przeczytałam „Metro 2033” i nie znam odpowiedzi. Może po prostu obawiam się ją usłyszeć…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzyjnie i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Metro 2033 [recenzja]

  1. Pingback: Metro 2035 [recenzja] | Grafomanya

  2. Pingback: Futu.re [recenzja] | Grafomanya

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s