Tajemnica lady Audley [recenzja]

tajemnica Wielka Brytania, druga połowa XIX wieku. Czas największego rozkwitu imperium „nad którym nigdy nie zachodzi słońce”. Czas panowania nieśmiertelnej królowej Wiktorii. Czas, w którym kobieta mogła być jedynie aniołem strzegącym domowego ogniska -pięknym, łagodnym i głupszym od swego męża, albo dziwką. Czas, w którym powieść taka jak „Tajemnica lady Audley” miała prawo wywołać prawdziwą sensację i rumieniec zgorszenia na przepisowo bladych twarzach ówczesnych dam.

Mary Elizabeth Braddon napisała ponad osiemdziesiąt powieści i była jedną z najpoczytniejszych autorek epoki wiktoriańskiej. Sławę i pieniądze przyniosła jej właśnie „Tajemnica lady Audley”, której fabułę osnuła wokół prawdziwych wydarzeń – sprawy niejakiej Constance Kent. Bulwersującymi faktami żyła cała Anglia. Bigamia, morderstwo, szaleństwo, cudownie piękna, z pozoru także nieskończenie dobra kobieta. Stara posiadłość, szanowana rodzina i społeczny mezalians, stanowiący zaledwie preludium do o wiele większego skandalu… Nie wiem, ile tu fikcji, a ile prawdy, niemniej jednak Braddon udało się powiązać ze sobą wszystkie te wątki w zgrabną, całkiem przyjemną całość.

Sięgając po „Tajemnicę lady Audley”, trzeba wziąć pod uwagę, że była ona pisana z myślą o czytelniku współczesnym autorce. Należy się spodziewać typowych dla tamtej epoki przydługich i nieco zbyt łzawych opisów duchowych cierpień bohaterów. Pewne sprawy są pominięte (ach ta podatna na omdlenia moralność!), inne celowo wyolbrzymione (moralność moralnością, jednak tego typu książkę powinno się czytać ukradkiem, z przyspieszonym tętnem). Postaci przedstawione w książce także nie zaskoczą tego, kto miał wcześniej okazję poznać historię kochanków z Wichrowych Wzgórz, czy też panny Rozważnej i Romantycznej.

Jednak tytułowa lady Audley to istota bardzo ciekawa. Śmiem twierdzić, że nie tylko na tle swoich czasów. Wyzwania, jakie stawia przed nią życie i pokusy, które jej podsuwa, będą aktualne tak długo, jak długo na świecie istnieć będą wyjątkowo urodziwe kobiety. Czy osobie pięknej wolno więcej, niż tej mniej urodziwej? Czy piękno daje fory, czy może skazuje na podejrzliwość otoczenia? Czy oszalałemu pięknu należy okazać litość, czy wręcz przeciwnie – bezwzględnie je ukarać? Na te i inne uniwersalne pytania poszukuje odpowiedzi Mary Elizabeth Braddon. I choćby dla nich warto sięgnąć po „Tajemnicę lady Audley”. I dla niepowtarzalnej atmosfery dziewiętnastowiecznej angielskiej prowincji. I dla języka. I dla cieniutkiej granicy między przyzwoitością, a perwersją, po której umiejętnie porusza się autorka. Ach te wiktoriańskie czytadła!

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzyjnie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s