Dziś wolałabym siebie nie spotkać [recenzja]

dziśWszystkie książki Herty Müller są niesamowicie smutne. Niemiecko-rumuńska noblistka nie tworzy literatury dla rozrywki czytelnika. Swoją ponurą i trudną prozą daje świadectwo życia w komunistycznym reżimie, tym trudniejszego, że autorka ma niedobre pochodzenie. Jako karpacka Niemka, doświadczyła opresyjności socjalizmu bardziej, niż obywatele legitymujący się czysto rumuńskim drzewem genealogicznym.

„Dziś wolałabym siebie nie spotkać” jest zapisem przemyśleń młodej kobiety wezwanej na kolejne przesłuchanie. Tramwaj zawiezie ją do odpowiedniego budynku, schody powiodą na właściwe piętro, gdzie ponownie trafi w krzyżowy ogień powtarzanych w kółko pytań, na które bohaterka nie zna odpowiedzi. Nie czuje się winna, ale wie, że nie ma to znaczenia. W końcu ulegnie. Złamie się, albo zwariuje. Narratorka książki boi się jednego i drugiego. Udając się na spotkanie z przedstawicielem bezpieki, wspomina przeszłość swoją i swojej rodziny, rysuje przed czytelnikiem teraźniejszość i zdradza rytuały, których stosowanie ma ją ochronić przed szaleństwem. Na przesłuchanie idzie zawsze w tej samej „bluzce, która rośnie”. Przed wyjściem zjada orzecha. Po powrocie przebierze się w „bluzkę, która czeka”. O ile wróci do domu, bo tego nie jest przecież pewna…

Ale chciałaby. Bardzo chciałaby wrócić, ponieważ w mieszkaniu na siódmym piętrze wieżowca czeka na nią Paul. Ukochany drugi mąż, który traumę komunistycznej opresji zapija śliwowicą, a czasem (polski akcent) żubrówką. On także jest prześladowany przez służby bezpieczeństwa. Z powodu żony, czy też z własnej winy? Nie wiemy. Bohaterka książki także nie zna przyczyny. Zresztą, czy to ważne? Czy bezpieka naprawdę potrzebuje powodu, żeby pastwić się nad obywatelem? W reżimie wystarczy się lekko wychylić i już nas mają. A czasem wystarczy mniej – odmowa, krzywe spojrzenie, jedno słowo, marzenie. Już trafia się w tryby maszynerii, która łamie kości ciała i ducha, bezpowrotnie niszcząc wszystko co piękne, normalne, niezależne.

Szczerze mówiąc, nie lubię prozy Müller. Nie lubię jej, bo czytanie sprawia ból. Jej książki żadną miarą nie mieszczą się na półce „rozrywka”. Za to literaturą piękną są bez wątpienia. Piękną i trudną literaturą o smutnych ludziach w brzydkim i złym świecie.

Czy przed takim światem można uratować miłość?

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzyjnie i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s