Pięć powodów, dla których ludzie nie czytają

LXCMDRFA51Wyjątkowo dziś nierecenzyjnie będzie. Rokrocznie publikowane wyniki badań czytelnictwa w Polsce wskazują, że po niewielkim optymistycznym piku z 2014, czytelnictwo w kraju regularnie spada. W 2015 roku zaledwie 37% rodaków sięgnęło po książkę. Nie wiem, czy w badaniach uwzględniono także e-booki i audiobooki i nie wiem też, dlaczego tak słabo jest akurat z Polakami (w ogóle nie znoszę dzielenia świata na Polaków i nie-Polaków), ale domyślam się powodów, dla których ludzie wybierają inne formy rozrywki, niż książka.

Choć sama należę do nałogowców słowa pisanego, ROZUMIEM tych, którzy księgarnie i biblioteki omijają szerokim łukiem. Pozwólcie, że na chwilę przeistoczę się w książkofoba i spróbuję usprawiedliwić go w oczach tych, którzy mówią: Nie czytasz? Nie idę z tobą do łóżka 🙂

Krótko i w punktach. Nie czytam książek ponieważ:

#1. Mam mało czasu – życie jest krótkie, książki długie. Na każdą z nich trzeba poświecić co najmniej kilka godzin. Nie mam tylu wolnych godzin!

(A tymczasem wśród twórców panuje ostatnio moda na książki co najmniej przydługie. 600 stron staje się normą)

#2. Jestem przemęczony – praca, dom, praca, dom, głównie praca. Najczęściej umysłowa. Czytanie książki wymaga intelektualnego zaangażowania. Sorry, nie stać mnie na dodatkowy wysiłek.

(To prawda. Książka angażuje. Umysłowo i emocjonalnie. Mnie czasami tak bardzo, że zaniedbuję dla niej inne obowiązki)

#3. Życie oferuje mi za wiele rozrywek – wolny wieczór. Premiera filmowa na HBO, gra na komputerze, a jeszcze kumpel zaprasza na piwo. Dlaczego miałbym wybrać książkę?

(Szczerze mówiąc? Nie wiem. Sama chętnie wybiorę piwo!)

#4. Nie lubię czytać – czytanie kojarzy mi się ze szkolnym przymusem. Lista lektur obowiązkowych? Brrrrrr.

(Niektóre faktycznie były tak fascynujące, że brrrrrr)

#5. Nie odczuwam takiej potrzeby – po prostu nie przychodzi mi do głowy, że można spędzić czas czytając dla rozrywki.

(Może to kwestia nieszczęsnej listy szkolnych lektur? Wychowania? Mody wśród znajomych?)

OK, wystarczy. Ja wymyśliłam aż pięć powodów, dla których ludzie nie czytają. Każdy rozumiem i akceptuję, w przeciwieństwie do koronnego argumentu, że „książki są drogie”, bo ten akurat do mnie nie przemawia. Są biblioteki. Są antykwariaty.

Może ktoś ma inną odpowiedź na pytanie: „Dlaczego nie czytasz książek?” Podzielcie się!

 

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Publicystycznie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Pięć powodów, dla których ludzie nie czytają

  1. Copyblogerka pisze:

    Trudno mi odpowiedzieć na Twoje pytanie, bo czytam książki. Uwielbiam je. A im grubsze, tym lepiej. Ostatnio zabrałam na zjazd do Krakowa „cegłę”, drugą część Mojej Walki Knausgarda. Znajomi stwierdzili, że jestem nienormalna, ja postanowiłam wpisać na wish listę jakiegoś Kindelka, żeby się nie kompromitować (podejrzewam, że mój kręgosłup i wszystkie torebki będą mi wdzięczne).
    Ale poza tym wielki plus za twój wpis. Też rozumiem ludzi, którzy nie czytają…tzn. może nie, że rozumiem, ale akceptuję. Każdy może spędzać wolny czas tak, jak lubi. To, że ktoś nie czyta książek nie oznacza, że jest mugolem. Bo może czaruje w innych kwestiach, może ma inne pasje, zainteresowania.
    Sama nie rozumiem akcji nawołujących do czytania, nie ogarniam wyzwań typu „w 2016 roku przeczytam milion pińćset książek”. Bo co to za frajda, robić z czegoś, co się lubi, zawody? Bez sensu. Co za kultura w przekonywaniu na siłę do zmiany upodobań, nawoływania do czytania, bo jak nie to „jesteś głupi”? Pewnie, to nie jest fajne, że nie kazdy czyta, ale nie jest też fajne, że nie wszyscy biegają, dbają o zdrowie, rozwiązują krzyżówki czy kupują żywność bio.

  2. agafrankblog pisze:

    Zaskakują mnie te dane, bo wśród znajomych mam tylko jedną osobę, która nie czyta, ale ona ma jakieś chorobliwie kłopoty z koncentracją i jest po prostu życiowym leniem 🙂 Reszta to regularnie czytacze, a mam wielu znajomych 🙂

  3. grafomanya pisze:

    Kiedyś też tak myślałam. Oczywiście nadal wolałabym, by wszyscy ludzie dookoła mnie podobnie kochali książki. Ale to niewykonalne – jesteśmy różni. I dobrze. Mamy za to inne wspólne pasje.

  4. Kostek pisze:

    Ja chyba jestem dziwna. Czytanie lektur w szkole było dla mnie najprzyjemniejszą częścią „nauki” 😀 zdecydowanie bardziej wolałam czytać lektury niż uczyć się do sprawdzianów na przykład (nie ukrywam, że wolałam ten czas spędzić na robieniu ściąg…) Fakt, „kultura przymuszania” jest okropna, ale ja może miałam szczęście do polonistek, bo dla mnie czytanie lektur, także na studiach, było przyjemnością.

    • grafomanya pisze:

      Też nie narzekałam na „przymus” czytania lektur. Czytałam nawet te, które podobały mi się mniej. Nawyk został do dziś – czasem boję się rozpocząć książkę autora, którego nie znam, bo gdzieś z tyłu głowy mam: „a co, jeśli okaże się kiepska?”. Wiem, że prawie na pewno doczytam do końca tak czy inaczej 😉 Na palcach dwóch rąk mogę policzyć książki, które zaczęłam i nie dokończyłam. Zasługa lektur szkolnych…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s