Spotkanie z Olgą Tokarczuk [relacja]

tokarczuk18 maja staraniem gliwickiej biblioteki (chwała i sława!), nasze miasto odwiedziła Olga Tokarczuk. Jedna z niewielu reprezentantek świata „znanych”, z którymi naprawdę chciałam się spotkać jako czytelniczka i jako osoba mająca za sobą pierwsze skromne próby pisarskie. Oto króciutka, siłą rzeczy subiektywna relacja ze spotkania z jednym z najważniejszych polskich pisarzy (używam rodzaju męskiego, bo zawiera on w sobie twórców obu płci – pisarzy mężczyzn i pisarzy kobiety).

Olga Tokarczuk jest obecna w moim czytelniczym życiu od bardzo, bardzo dawna. Jako twórczyni, ale także jako ktoś, czyj sposób patrzenia na świat jest mi bardzo bliski. Dotyczy to m. in. podejścia do historii – może to bezczelnie zabrzmi, ale trudno, powiem to: dla mnie, tak jak dla Pani Olgi, najważniejsze było zawsze spojrzenie na czasy minione od tej codziennej, ludzkiej strony. Jak żyli, co jedli, jak spędzali wolny czas i gdzie, do stu piorunów podziały się kobiety???

O właśnie – kobiety w historii. Czwartkowe spotkanie upłynęło oczywiście pod znakiem „Ksiąg Jakubowych”. Rozmawialiśmy o genezie powstania książki, o wydarzeniach, na jakich została osnuta jej fabuła, o zbieraniu danych (tzw. research) oraz o kobietach właśnie. Autorka przyznała, że starała się tak skonstruować powieść, by, tak jak w zwykłym życiu, zrównoważyć w niej role męskie i damskie, choć dotarcie do materiałów źródłowych na temat kobiet było oczywiście trudniejsze, ponieważ… no cóż, wszyscy wiemy, że historia zawsze była, jest i pewnie będzie dla przedstawicielek płci pięknej raczej macochą, niż matką. Łatwo o nas zapomni, chętnie wymaże z siebie nasze imiona…

„Księgi Jakubowe”. Jeszcze nie czytałam, ich lekturę pozostawiam sobie na wakacje, gdy i czasu i możliwości skupienia się na tekście będzie więcej. Niemniej jednak, szczególnie po spotkaniu z autorką, doceniam sam fakt ich powstania. Czas pisania? Siedem lat! Zbieranie materiałów? Lat dwadzieścia! Praca iście benedyktyńska i to dziś, gdy wszystko powinno być łatwe, szybkie i widowiskowe. Tworzenie monumentalnych, przełomowych książek takie nie jest. To mrówcza, przytłaczająca robota. A gdy jeszcze powieść jest historyczna? Zanim proces twórczy zostanie zainicjowany, trzeba najpierw przekopać się przez ogromną ilość materiałów, odwiedzić nieskończoną liczbę miejsc, wiedzę wciąż tylko uzupełniać, uzupełniać i uzupełniać, by wreszcie zasiąść do komputera i… teraz najtrudniejsze: przenieść się w całości w opisywane czasy, odtworzyć dla siebie ich atmosferę, a następnie wiernie opowiedzieć ją czytelnikowi. To bardzo, bardzo trudne!

Nie zrecenzuję Wam czwartkowego spotkania punkt po punkcie i temat po temacie, ponieważ obawiam się, że relacja musiałaby mieć objętość co najmniej obszernego opowiadania ;), pozwólcie, że wynotuję w tym miejscu tylko kilka myśli, które szczególnie zapadły mi w czytelniczą i pisarską pamięć:

  • o pisaniu: to proces wymagający spokoju. Tworzenie jest wynikową obserwacji wydarzeń, zjawisk. Idealnym otoczeniem dla pisarza będzie takie, które nie wtłoczy go nadmiernie w tzw. codzienne życie;
  • o czytaniu: nie musi być dla odbiorcy przyjemne, ponieważ książka ma zmuszać do refleksji, a myślenie bywa przykre. Czytelnik nie powinien się zgadzać z twórcą, powinien raczej z nim polemizować (DZIĘKUJĘ!);
  • o powieści historycznej: jak głęboko pisarz nie starałby się wniknąć w opisywane czasy, jak wiele uwagi nie poświęciłby badaniom, i tak popełni błędy. Nie ustrzegą go od nich nawet najświetniejsi konsultanci merytoryczni;
  • o ludziach w ogóle: jest w nas jakaś niezrozumiała potrzeba przemieszczania się. Coś nas gna stąd do tamtąd i z powrotem. Co to jest i dlaczego? Nie wiadomo, ale wiele książek Olgi Tokarczuk właśnie o tym jest, m.in. „Bieguni”;
  • o kobietach w szczególności: i znowu o historii. Otóż sięga ona po kobiety w momentach przełomowych, kiedy ich wytężona praca na rzecz jakiejś idei może się przydać, a potem każe im wrócić do cichego kącika, gdzie będą dalej wykonywać swoją znojną, nudną codzienność nianiek, sprzątaczek, kucharek i praczek, nie wtrącając się do robienia polityki, która jest przecież zarezerwowana dla mężczyzn, prawda?

Nieprawda!

I amen!

PS

Dowiedziałam się oczywiście także bardzo wiele o frankistach i samym Jakubie Franku. Bardzo polecam zapoznanie się z historią Franka i jego zwolenników. Jest niezwykła, a przy tym pouczająca, szczególnie w kontekście antyimigracyjnej retoryki, która powoli zaczyna dominować w polskiej narracji publicystycznej.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Literacko, Publicystycznie i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s