Człowiek to jednak dziwna istota jest…

american-soldier-381847 Tak sobie myślę od szczegółu do ogółu (bo mam tendencję do uogólniania, makroskali i zaprzeczania samej sobie – „tak, ale”), że człowiek to jednak dziwna istota jest. Paradoksalna i autodestrukcyjna. Weźmy pierwsze z brzegu przykłady:

Program 500+. To z naszego podwórka. Idea programu zakłada, że ma on wspomóc rozrodczość, czy tak? Chodzi o to, by wspomóc demografię w naszym kraju. Po jakiego diabła wspomagać demografię? I tak jest nas na tym świecie za dużo, zasoby zużywamy w takim tempie, że przyroda nie nadąża uzupełniać. Po co, ja się pytam, wspierać demografię jakiejś małej trzydziestokilkumilionowej Polski, skoro takie Chiny, czy Indie mają grubo ponad miliard mieszkańców? Z kim i na co chcemy się ścigać???

Idźmy dalej. Samobójcze, za to ostatnio nadzwyczaj liczne próby rozsadzenia struktur sojuszniczych Unii Europejskiej. Powrót do retoryki narodowej. Fuj. „Naród” – to słowo, które kojarzy mi się jak najgorzej. Brzmi jak lepszy-gorszy, swój-wróg oraz jedyny słuszny. Naród. Narodek. Plemionko. Na maleńkim europejskim poletku plemionek dużo – plemionko Anglików, plemionko Węgrów, plemionko Austriaków… Polacy. Plemionka żądają suwerenności, prawa do samostanowienia swoich żałośnie mikrych kilku-kilkudziesięciu milionów. Razem, zjednoczeni, choć ewidentnie dążą ku zmierzchowi (cywilizacji), wciąż jeszcze coś znaczą. Ekonomicznie. Demograficznie. Kulturowo. Osobno? Pyłki na mapie świata. A za rogiem potężniejące Chiny. Za rogiem rosnące w siłę Indie. Za progiem tłumy tych, co szukać chcą u nas lepszego życia.

Migracja. Próby gabinetowego rozwiązania problemu przepływów ludzkich nieodmiennie mnie zadziwiają. Przecież tego nie załatwi się jednym dokumentem. Tego się niczym nie załatwi. To, że w Syrii jest wojna, że cały Bliski Wschód i połowa Afryki drżą w posadach, to pretekst. To początek. Religia – mały pikuś. Najważniejsza jest kasa. My ją mamy, oni nie. Ich jest więcej, a ponieważ są głodni, mają też od nas więcej energii. Bo my (zachód) jesteśmy syci, a przez to gnuśni. Nam się nie chce. Im owszem. Prędzej, czy później oni i tak tu dotrą. Czy będziemy stawiać mury, zawierać sojusze, dumać i wzdychać, czy też nie. I tak Europę skolonizują jej biedniejsi sąsiedzi. Takie prawo następstwa cywilizacji. Nie ma sensu się przed tym bronić. Jedyne, co ma sens robić, to starać się łagodzić napięcia. W innym wypadku znowu zaczniemy tu grać w naszą ulubioną grę: wojnę na wyniszczenie, najlepiej połączoną z masowym ludobójstwem.

No, ale człowiek, jako istota paradoksalna z wdrukowanym dążeniem do samodestrukcji, woli wykrzykiwać buńczuczne hasła. Obcy – won! Suwerenność i wszystkie dzieci nasze są. Byle by to były nasze dzieci. Byle by ich było dużo. A że zaraz skończy nam się żarcie, woda, czyste powietrze i – jaki taki – pokój?

A kogo to obchodzi?

 

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Publicystycznie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s