Oblubienice wojny [recenzja]

oblubieniceWojna. Bezlitosna maszynka do mielenia ludzkiego mięsa. Rabuś dziedzictwa na masową skalę. Wielka niszczarka – domów, kościołów, całych miast. Ta, która kroczy ślepa, pozostawiając za sobą tylko trupy, ruiny i nieszczęście…

Czy na pewno?

Oglądaliście serial „Kompania braci”? Mieliście kiedykolwiek okazję zapoznać się ze wspomnieniami weteranów? Czy pośród opisów zwierzęcego czasem strachu, szaleństwa, nielogicznej śmierci, bezsensownego okrucieństwa, niewygód, głodu, chorób, nie uderzyła Was jedna, z pozoru niepasująca do innych nuta? Mnie zawsze porusza pewna kwestia, o której wspominają dzisiejsi staruszkowie, niegdysiejsi dzielni młodzi mężczyźni. BRATERSTWO. „Nigdy wcześniej i nigdy potem z nikim nie czułem takiej więzi, jak z ludźmi, z którymi wówczas przyszło mi żyć i umierać.” – tak mniej więcej określają wojenną relację, jaka na zawsze połączyła ich z towarzyszami broni.

Męskiej, wojennej przyjaźni poświęcono tysiące książek, poematów, filmów. Jest tak stara, jak stara jest ludzkość (bo ludzkość nieustannie prowadzi wojny). Braterstwo broni łączy często mocniej, niż wspólnota krwi, małżeńskie więzi, patriotyzm małej ojczyzny. Braterstwo… A co z siostrzeństwem? Czyżby wojna nie odciskała się podobnym piętnem na życiu kobiet?

Kobiety, poza nielicznymi wyjątkami nie istnieją dla historii. Są żoną, matką, ofiarą. Wymienianą raczej w liczbie mnogiej i anonimowo. No, chyba że w żołnierskich listach do domu, albo w przedśmiertelnych majakach. Wtedy „mamusia”, wtedy „ukochana” wybrzmiewa we wszystkich językach, odmieniana przez wszelkie czasy, epoki i przypadki. Ale zawsze jako istota niemal nieziemska, nieosiągalny anioł, symbol. Romantycznie i nierealnie.

W „Oblubienicach wojny” Helen Bryan poszła pod prąd. Zrobiła coś moim zdaniem świetnego – główną bohaterką wojny uczyniła kobietę. Pokazała ją realnie, niby zwyczajnie, bo nie na froncie i bez broni (choć nie do końca), w codzienności angielskiej prowincji zagrożonej nalotami niemieckich bombowców i perspektywą rychłej inwazji. Zmagającą się z niedożywieniem, strachem, chorobami i tym, co składa się na przeciętny kobiecy los – bolesne porody, separacja od zajętego gdzieś daleko męża, niedostosowanie, wielkie smutki, drobne radości, czasem miłość… Ta szczęśliwa i nieszczęśliwa. Można by rzec: powieść obyczajowa. Można by, tyle że szufladkując w ten sposób „Oblubienice…”, traci się przesłanie, jakie niesie ze sobą powieść Bryan.

Amerykanie (Helen Bryan jest Amerykanką), potrafią pisać powieści. Wartka akcja. Szeroko, z rozmachem ukształtowane postaci. Mnogość charakterów, obfite opisy codzienności, ciekawe, dogłębnie przeanalizowane tło. Dobrze uchwycone wojenne realia, choć oczywiście nie wolne od błędów (kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień!). Prosto, skutecznie, nieźle warsztatowo i bez nadmiaru filozofowania, które tak kochają Europejczycy, pisarze izraelscy, czy np. Turcy. Od czasu do czasu lubię się zanurzyć w tę nieskomplikowaną rzeczywistość made in USA. Z takim założeniem przystąpiłam do lektury „Oblubienic wojny”.

Nie rozczarowałam się – książkę czyta się świetnie, szybko, przyjemnie. Ale, ale – jej lektura niesie ze sobą coś więcej, niż tylko ciekawą historię. Autorce udało się pokazać, jak wojna, która potrafi niezwykle mocno wiązać ze sobą mężczyzn, oddziałuje na kobiety. Oczywiście, są to kobiety w pewnym sensie niezwykłe, jednak w swej „cywilnej” codzienności, dzięki wojnie właśnie stają się dla siebie kimś więcej, niż tylko koleżankami z sąsiedztwa. Stają się towarzyszkami niewidzialnej broni, kompanią sióstr, które do walki z wrogiem zastosują to, czym dysponują – inteligencję, znajomość lokalnych realiów, odwagę i determinację.

Co stanie się z nimi w czasie pokoju? To samo, co z mężczyznami: wrócą do zwykłego życia. Mężów, dzieci, własnych domów, codziennej krzątaniny. Jednak zawsze czekać będą na siostrzane wezwanie tych, z którymi przez chwilę dzieliły losy. Odpowiedzą na nie choćby z drugiego końca świata. Bo przecież połączyła je najmocniejsza więź.

Wojna.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzyjnie i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s