Polacy w Wehrmachcie [recenzja, refleksja, bo ja wiem?]

ryszard Zanim recenzja, pozwólcie, że przytoczę dwie liczby. Pierwsza to 0,5 mln. Tylu polskich obywateli służyło w siłach zbrojnych Trzeciej Rzeszy w latach 1939 – 1945. Druga to 3 mln. To z kolei liczebność polskiego wojska w roku 1939. Liczby te podaję za Ryszardem Kaczmarkiem, autorem monografii pt. „Polacy w Wehrmachcie”.

Pół miliona polskich obywateli służyło w silach zbrojnych państwa, które na nas napadło, zamordowało trzy miliony naszych Żydów, regularnie mordowało obywateli nieżydowskiego pochodzenia, ograbiło, zniszczyło naszą stolicę, zabiło 200 tysięcy jej mieszkańców! Wyobrażacie to sobie? Mnie było trudno. Mimo wszystko. Mimo tego, że może akurat mnie to dziwić nie powinno. Dlaczego? Już piszę.

Gdy przeczytam książkę, którą uznam za wartą szerszego zrecenzowania, zwykle wypowiadam się na jej temat od razu. Tego samego dnia, najdalej nazajutrz po przeczytaniu. Tym razem… odczekałam kilka dni. Musiałam przemyśleć to, czego się dowiedziałam z „Polaków w Wehrmachcie”. Po pierwsze, ta ogromna w moim mniemaniu liczba żołnierzy. Po drugie mechanizmy, jakie stały za ich przymusowym powoływaniem do Wehrmachtu, a po roku 1943 także do Waffen SS (naprawdę, było tak!). Zachowanie wcielonych. Historie pojedynczych ludzi i ich rodzin. Często niesamowite, ktoś mógłby wręcz powiedzieć: niemożliwe. A jednak. No i wreszcie – kogo „brano”. Kaszubów, Mazurów, mieszkańców tzw. Kraju Warty (Poznań i okolice), ale przede wszystkim oczywiście Ślązaków.

Mam nadzieję, że, mimo iż jestem dzieckiem śląskiej ziemi, potrafię tę recenzję napisać tak obiektywnie i bez emocji, jak Ryszard Kaczmarek napisał swoją książkę. Chwała mu za to, że zamiast zagłębiać się mocno w losy poszczególnych żołnierzy, wybudował wokół nich mur faktów i dokumentów, od czasu do czasu jedynie posługując się listami polskich żołnierzy Wehrmachtu. Pojedyncze listy, niedokończone historie, a i tak bije z nich dramatyzm. Pozwólcie, że przytoczę tylko jedną, która wyjątkowo zapadła mi w pamięć:

Oto mamy mieszkańca powiatu pszczyńskiego, człowieka w latach, ojca dwóch dorosłych synów. Ten człowiek w roku 1921 opowiedział się zdecydowanie za Polską. Był mianowicie komendantem III powstania śląskiego. W roku 1943 obaj jego synowie służą w niemieckim wojsku, a on sam wystosowuje do władz cywilnych list z prośbą o przesunięcie jego rodziny w górę na niemieckiej liście narodowościowej. Z DVL 4 (osoby pochodzenia niemieckiego, które się spolonizowały i działały na rzecz przedwojennej Rzeczypospolitej) na DVL 3 (Polacy niemieckiego pochodzenia). Dlaczego to robi? Czy jest zdrajcą? Raczej nie. Przypuszczalnie chodzi mu o to, by uniknąć wysiedlenia i konfiskaty majątku. Prośbę motywuje tym, że oddał Trzeciej Rzeszy obydwu synów…

Dramaty. Pół miliona dramatów. Dla Ślązaków, Kaszubów, Mazurów zapisanie się na niemiecką listę narodowościową bynajmniej nie było dobrowolne. Owszem, niektórzy czynili to ochotniczo, większość jednak pod groźbą. Wysiedlenia, konfiskaty majątku, innych represji, z wysłaniem do obozu koncentracyjnego włącznie. Im dalej w wojnę, tym przymus narastał. Podobnie wcielenie do wojska. Nie raz i nie dwa zdarzyło się, że przyszli frontowcy z Katowic, czy Cieszyna, w pociągach jeszcze śpiewali „Boże coś Polskę…”. Wielu nie znało słowa po niemiecku. Niektórzy tę nieznajomość tylko udawali. W większości woleliby pewnie uniknąć przyjemności życia i umierania w hitlerowskim mundurze. No, może poza młodymi, których do broni wzywał także głos wewnętrzny. Potrzeba doświadczenia przygody życia. Ale ojców rodzin nie. Oni płakali, odjeżdżając.

Sytuacja zmieniała się na polu walki. Dezercji, przejść na drugą stronę frontu było stosunkowo niewiele. Powstrzymywał ich strach przed represjami, jakie czekały pozostawione w ojczyźnie rodziny. Na pewno tak było, bo wzięci do niewoli, chętnie zgłaszali się do polskich oddziałów alianckich by… gromić faszystów. Ale było też coś innego. Jak pisali niemieccy dowódcy, Śląski żołnierz jest odważny i bitny. Słucha rozkazów i świetnie współpracuje z kolegami z jednostki. Braterstwo broni. Poczucie odpowiedzialności za ludzi, z którymi się trwa, walczy i ginie. To chyba najbardziej dla mnie niezrozumiała, bo typowo „męska” postawa.

Nie wiem, czy udało mi się choć w części oddać przekaz, jaki znalazłam w książce „Polacy w Wehrmachcie” Ryszarda Kaczmarka. Śląsk, Pomorze, Mazury… Tu nie Warszawa. Tu Kresy Zachodnie. Tu nic nie jest czarno-białe. Tu człowiek jest rozmyty, nie do końca zdefiniowany narodowościowo. Ani stuprocentowy Polak, ani stuprocentowy Niemiec. Najlepiej: Ślązak, Kaszub, Mazur. Osobna nacja. Dwa razy pomyśli, zanim rzuci się w beznadziejny bój zbrojny w szablę i patriotyzm przeciw czołgom i karabinom maszynowym. A pewnie wcale się nie rzuci. Zrobi raczej to, czego nauczyły go wieki funkcjonowania na pograniczu – przyczai się, dostosuje, rozważy za i przeciw i popłynie z prądem. Dzięki temu przetrwa. Statystyki wskazują, że śmiertelność w wojsku osób polskiego pochodzenia (czy – obywateli Polski międzywojennej), była o połowę mniejsza, niż tzw. Reichsdeutschów.

Rozsądek. Rozsądek przede wszystkim.

PS

Jeśli myślicie, że próbuję usprawiedliwić własnego dziadka, mylicie się. Prawda, że jestem w połowie Ślązaczką (i jestem z tego dumna!), ale mój śląski dziadek był za młody, by trafić do Wehrmachtu. Nim dorósł, wojna się skończyła. Nie miał też braci. Także, dzięki zbiegowi szczęśliwych rodzinnych okoliczności, genetyczne sumienie mam czyste, bo nie używane. Dlatego mam nadzieję, że jestem w stanie obiektywnym okiem spojrzeć na paradoksy, jakie stały się udziałem „pokolenia Kolumbów” tutaj. Na moim Śląsku.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Publicystycznie, Recenzyjnie i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s