Anioły z Peloponezu udają Greka

WP_20160615_14_40_13_Pro Słońce. Idealne – ani za chłodne, ani zbyt ostre. Nieco ponad trzydzieści stopni. Plaża. Ładna, jak na Grecję – czyściutko, piaseczek, leżaczki, parasole. Do tego bryza od morza, łagodność sennej fali, w powietrzu zapach soli i czegoś jeszcze. Ledwie uchwytnego wakacyjnego luzu, w tym najpiękniejszym z pięknych zakątków Europy.

Schodzącą ku plaży dróżkę wyłożono niewielkimi, równo przycinanymi kosteczkami z piaskowca. Pasują do siebie idealnie. Nie ma prawa między nimi wyrosnąć ani jedno nieprzepisowe źdźbło trawki. Najmniejsza nieposłuszna roślinka. Roślinność – owszem, jest. Bujna, żywozielona, kwitnie i krzewi się szeroko, wysoko wzdłuż ścieżek wypoczynkowego kurortu, ośrodka-resortu SPA. Choć jest rzeczywista, żywa, można ją podziwiać, wąchać, dotykać, wydaje się nieco nierealna. Zbyt doskonała, jak wszystko tutaj. Przeczyste baseny zdobne fikuśnymi fontannami i wyłożone maleńkimi błękitnymi kafelkami. Pole golfowe, malowniczo zbiegające ku morskiemu brzegowi. Pokoje-pałace, w których stąpasz po marmurze, siedzisz na palisandrach, śpisz na łożach tak szerokich, że nie sposób ogarnąć ich ramionami. Wysokich, że najlepiej wskakiwać na nie z rozbiegu. Wygodnych, że nie chce się wstawać. A jednak wstajesz, bierzesz chłodny prysznic i opuszczasz przestronny apartament gnany potrzebą słońca i ciepła. Głodem albo pragnieniem, które są tutaj twoimi jedynymi prawdziwymi zmartwieniami. Nie obawiaj się jednak! Pod zacisznymi arkadami, pośród milczenia monumentalnych kamiennych budowli, czekają na ciebie restauracje i kawiarenki, gdzie serwuje się pyszne dania i wyborne napoje. Nektary mistrzowsko zaparzonej kawy. Ambrozję odtłuszczonego greckiego jogurtu.

Podczas gdy ty, z rozmarzoną miną przysiadasz leniwie na plecionym krzesełku, wokół pulsuje życie. Uważnie śledzą cię stadka rozćwierkanych wróbelków-złodziei, gotowych rzucić się na każdą niedokończoną bułeczkę, czy okruch ciasta. Pomiędzy stolikami restauracji wolno przechadza się mężczyzna z sokołem na ramieniu. Groźny ptak powinien odstraszać wróble bandy, ale mali spryciarze nic sobie z niego nie robią. Dobrze wiedzą, że drapieżnik nigdy nie zostanie uwolniony. Któżby chciał narażać turystów na okrutny widok polowania, rozszarpywania na strzępy, mordu? Nikt! Peloponeski raj ma być wolny od wszelkiej przykrości. Istnieje tylko w jednym celu: dla przyjemności odwiedzających.

Liczny personel ośrodka dobierany jest chyba nie tylko pod kątem kompetencji. Specjalista do spraw human resources bierze z pewnością pod uwagę także stopień życiowego optymizmu i skłonność do okazywania życzliwości innym ludziom. Wszyscy tu się uśmiechają: i dwumetrowy olbrzym serwujący lody, i kierowcy elektrycznych wózków, gotowi dowieść cię w każdy, najodleglejszy zakątek ośrodka, i pani uparcie próbująca posprzątać twój sterylnie przecież czysty pokój i… anioł, który nie marzy o niczym innym, jak tylko o tym, by dolać ci kawy. More coffee? – pyta, pochylając się z życzliwą troską, spoglądając na ciebie łagodnie, z lekkim rozbawieniem.

Anioły z Peloponezu udają Greków. Są po grecku śniade, zwykle szczupłe i niewysokie, czasem kędzierzawe i ciemnowłose, często za młodu łysiejące, strzyżone przy samej skórze. Swobodnie mieszają się z personelem luksusowej wakacyjnej wioski, wspomagając go w wykonywaniu codziennych obowiązków i służąc turystom. Z pozoru niczym się nie różnią od swych ludzkich towarzyszy. Białe koszule uzupełniają ciemnymi spodniami w kant. Na nogach mają wyczyszczone do błysku półbuty. Żadnych aureoli, żadnych skrzydeł. Tylko oczy… Anioła poznasz po oczach – jasnobłękitnych, niemal białych. Te oczy tu nie pasują. Nie przypominają bowiem kolorem żadnego z mórz opływających Półwysep: ani Egejskiego, ani Jońskiego. Przywodzą raczej na myśl świeżo spadły śnieg, oświetlany przez blade, poranne słońce w środku mroźnej zimy.

Takie własnie są. Anioły na Peloponezie. Spotkasz je w wakacyjnym ośrodku-resorcie SPA.

PS

Owo rozkoszne miejsce miała okazję osobiście odwiedzić redaktorka bloga 😉

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróżniczo i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s