Bieguni [recenzja]

untitledTrawię prozę Tokarczuk. Połykam po kolei jej opowiadania i powieści-nie powieści, które trzymam w swojej biblioteczce. „Księgi Jakubowe” zostawiam na deser, wyjątkowo ciężki i ogromny, na razie zjadłam drugie danie. „Bieguni” to książka, za którą Olga Tokarczuk dostała swoją drugą Nagrodę Nike. Książka trudna do interpretacji. Książka, która migocze jak przeskakujący po kamieniach górski strumyk. Stale jest w ruchu, bo odwieczne prawo przyrody nie pozwala jej się zatrzymać. Błyska, hojnie rozrzucając po umyśle setki myślowych zajączków. Niczym z kamienia na kamień, przeskakuje z opowieści na opowieść. Pozornie bez sensu i bez celu. Ale w końcu przecież prawda wyjdzie na jaw. W finale, a może jeszcze dużo później – w tydzień, miesiąc po przeczytaniu – okaże się, że to wszystko jednak dokądś zmierzało. Dążyło do ujścia wspólnego wszystkim rzekom-życiom.

Różne miejsca, odmienne czasy, niestykające się ze sobą przestrzenie i obcy sobie ludzie. Całkowicie odmienni, przeżywający dany im kawałek rzeczywistości zupełnie z pozoru inaczej. Bo co wspólnego mają współcześni, którym zawód każe podejmować nieustanne lotnicze podróże dookoła świata z tymi, co kiedyś niestrudzenie zgłębiali tajniki ludzkiego ciała, by odkryć i utrwalić na zawsze narządy i tkanki? Gdzież pokrewieństwo między mężczyzną, co z nagła zgubił rodzinę i człowiekiem noc w noc budzonym nieznośnym bólem utraconej nogi? Dlaczego wszystko to miałoby jakoś wiązać się z tajemniczą rosyjską sektą Biegunów – ludzi, co stale są w ruchu, ponieważ boją się przystanąć. Przystanąć, osiąść – to jak zaprosić do siebie diabła. Być w ruchu, oznacza być bezgrzesznym, wolnym.

Ludzkie życie jest ruchem osadzonym na szkielecie z przemieszczających się, ale wciąż powiązanych ze sobą kości, mięśni, ścięgien i naczyń, w których, niczym w korytach miniaturowych rzek, przemieszcza się krew, ta żywa woda. Póki podróżujemy – jesteśmy, żyjemy, trwamy, pracowicie wydeptując swą ścieżkę. Kiedy się zatrzymamy – umrzemy. Może potem ktoś nas utrwali w formalinie, albo w alkoholu, ale doprawdy – nie powinien tego robić! To wbrew naturze, bo nie da się tego, co w ruchu, zachować w tym, co bezczynne. Życie zachowuje się tylko w życiu. Bo choć ludzie są różni i w różnych czasach, to i tak są jednym. Jednym, wspólnym istnieniem.

Tyle, że niektórzy biegną w miejscu, tylko przez czas, inni zaś dokładają do niego pozostałe trzy wymiary i przemieszczają się także w przestrzeni. Ale wszyscy jesteśmy wędrowcami. Nomadami, co zawitali tu na chwilę i zaraz, za momencik będą musieli udać się dalej – do celu, do którego dążymy wszyscy razem i każdy z nas z osobna.

PS

To jest bardzo trudna książka. Nie-powieść. Czyta się ją momentami dobrze i szybko, za chwilę źle i ciężko. Po dotarciu na ostatnią stronę… cóż, ja miałam wrażenie absolutnego braku zrozumienia. Ale myślałam. Wracałam. Krystalizowałam. Recenzję odważyłam się skreślić dopiero w dwa tygodnie po zakończeniu lektury. A pewnie na tym nie koniec. Dalej będę dumać, kombinować, przemieszczać się między zdaniami „Biegunów”. Odkrywać dla siebie kolejne sensy i przekazy. Ponieważ według mnie życie można utrwalić. W słowach 😉

 

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzyjnie i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s