Górnoślązakiem być

horst„Tragedia Górnoślązaka polega na tym, że nie jest on Polakiem ani Niemcem, tylko właśnie Górnoślązakiem, i że w każdym wypadku czyni mu się krzywdę, przypisując go Polsce, albo Niemcom. Korfanty był Polakiem, ponieważ chciał nim być.” (cytat z Ziemi i Ognia, finałowej części gliwickiej tetralogii Horsta Bienka). Te słowa odnoszą się do sytuacji Górnoślązaka roku 1939. Zastanawiam się, na ile aktualne są dziś, kiedy co prawda moje ukochane Gliwice, tak się składa, że miasto urodzenia i młodości Bienka, zaludniają potomkowie przesiedleńców ze Lwowa i Wilna, ale już wsie wokół… miasta sąsiednie… Tam sytuacja wygląda nieco inaczej. Kim jest więc ten wciąż tajemniczy „Górnoślązak”? Kim jestem ja?

Dzisiejszy Śląsk zamieszkują trzy kategorie ludzi, którzy czują się tu u siebie:

  • napływowi i ich potomkowie
  • rodowici Ślązacy
  • śląsko-polskie mieszańce

Do tej ostatniej kategorii zaliczam się osobiście. Co prawda oboje moi rodzice urodzili się „tukej”, ale tylko jedno z nich w rodzinie śląskiej. Drzewo genealogiczne mojej Mamy sięga korzeniami Galicji i Kongresówki i ja sama przez całe dzieciństwo czułam pokrewieństwo raczej ze Lwowem i Kielcami, niż z Katowicami, albo Pszczyną. Więc obrona Westerplatte, więc Trylogia, więc Bataliony Chłopskie i walka z niemieckim najeźdźcą, a potem tęsknota za krajem prawdziwie wolnym, bez komunistów. Dziadkowie ze strony Taty sprawy nie ułatwiali – co prawda mówili do mnie gwarą (której nie rozumiałam i której nie lubiłam), ale nie dzielili się opowieściami ze swojej młodości. Zresztą, nie byłam ich ciekawa, podświadomie odbierając śląskość jako coś… bo ja wiem… Wstydliwego? A jeszcze ta połowa rodziny, co mieszkała w „Rajchu”. Jak to pogodzić z Czterema Pancernymi? Z Kamieniami na szaniec? Jako dziecko nie interesowałam się, wolałam unikać tematu, więc nie pytałam. Żyłam zresztą w PRL-u, który nieprzychylnie spoglądał na wszelkie próby regionalizowania historii. O właśnie – na lekcjach w szkole podstawowej jedyne, o czym mówiliśmy w kontekście moich rodzimych Gliwic, to popas, jaki urządził sobie tutaj Jan III Sobieski w drodze pod Wiedeń.

Doprawdy niewiele, biorąc pod uwagę bogatą, ponad siedemsetletnią historię tego „prastarego piastowskiego grodu”, który przez ponad 500 lat do Polski wcale nie należał!

Zmiana ustroju przywiała do naszego kraju świeższe wiatry. Stopniowo luzowano i pozwalano. Godoć po noszymu. Czytać śląskich pisarzy (nawet tych niemieckich, w tym Bienka). Badać historię własnego miasta i własnej rodziny. Zaczęłam zatem badać i porównywać. Trochę ciągnąć za język żyjącego jeszcze wówczas dziadka. Odwiedziłam niemieckich krewnych. Pojechałam do rodziny zamieszkałej pod Opolem (zresztą tylko czasami, większość roku spędzali w Zagłębiu Ruhry). Odwiedziłam ciotki i wujków ze Świętokrzyskiego, Podkarpackiego i stolicy. Zwiedziłam wyśniony Lwów. Poszłam do pracy, gdzie zetknęłam się z ludźmi z różnych stron kraju. Długo miotałam się między własną polskością, a śląskością. W końcu mnie olśniło. Stwierdziłam, że…

Mogę wybrać, ale nie muszę tego robić. Nie ma żadnej sprzeczności w byciu Polakiem i Ślązakiem równocześnie. Wręcz przeciwnie! Język śląski jest równie ciekawy, jak polski. Dwie tożsamości wspierają się i ubogacają, nawzajem uzupełniając braki. Ślązak – spokojny, nieco powolny, ale bardzo pracowity – wkracza tam, gdzie w Polaku pali się słomiany ogień i miga szabelka. Polak Ślązaka pogania i przydaje mu fantazji. Razem tworzą nową jakość: człowieka bardzo otwartego i na Wschód i na Zachód, łatwo się adaptującego, akceptującego różne punkty widzenia. Prawdziwe multi-kulti w samym środku Centralnej Europy!

Tak to czuję ja, mieszaniec i kundel. Ty – rodowity Ślązaku, stuprocentowy Polaku – możesz mieć całkowicie inne uczucia. I ja to zrozumiem i uszanuję bo… potrafię stanąć po obu stronach. Ba! Potrafię nawet zrozumieć mieszkańca Gliwic Anno Domini 1939, który, zmuszony wybierać między śląskością a niemieckością, w swojej słabości skapitulował przed tą ostatnią. A co miał zrobić w obliczu przeważającej siły? Był człowiekiem przyzwyczajonym do zginania karku i dostosowywania się do sytuacji.

Oby nigdy więcej nie musiał wybierać!

PS

Gdybym jednak ja nie daj Boże musiała wybierać, wybiorę Zachód. Wschód, taki prawdziwy, poduralski jednak do mnie nie przemawia 😉

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Publicystycznie, Recenzyjnie i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s