Źle ma się kraj. Rozprawa o naszych współczesnych bolączkach [recenzja]

zleOficjalnie, lewicowe poglądy są w naszym kraju mocno passe. Więcej – ci, co krzyczą: „ty lewaku!” chcą, by ów lewak poczuł się znieważony niemal tak samo, jak ktoś, czyjej matce zarzuca się rozwiązłość (delikatnie mówiąc). Taka jest „oficjalna” linia debaty w internecie. Kto nie wierzy, niech zajrzy na forum pod dowolnym, choćby tylko lekko zabarwionym politycznie artykułem.

Nieoficjalnie, większość rodaków, może poza wyborcami jednej niewielkiej, skrajnie liberalnej gospodarczo partii (nie napiszę która to, bo to chyba wiadomo) popiera: powszechny dostęp do darmowej edukacji na wysokim poziomie, takiejż służby zdrowia i systemu ubezpieczeń społecznych oraz nadzorczą i arbitrażową równocześnie rolę państwa w biznesie. Oburza nas obsesja prywatyzacji wszystkiego i za byle jaką cenę. Generalnie wolimy, by za budowę dróg, transport publiczny, przesyłki pocztowe, dostawy mediów etc., sądownictwo, więziennictwo etc. odpowiadało państwo.

I chwała nam za to!

Tony Judt nie żyje od sześciu lat. Jego ostatnia książka pt. „Źle ma się kraj…” stanowi analizę współczesności Zachodu widzianą z perspektywy roku 2009 oraz swego rodzaju prognozę na przyszłość – co stanie się, jeśli Europa nie wróci na ścieżkę socjaldemokracji, a USA na nią odważnie nie wkroczy. Judt stawia tezę, że era 70 lat spokoju i względnego dobrobytu, które wydają się współczesnemu Europejczykowi standardem, skończy się, umierając śmiercią nie mniej gwałtowną, niż w roku 1914. Wtedy też wierzono, że kapitalizm i globalizacja rozwiążą każdy problem, a „przypływ (dochodów przedsiębiorstw) podnosi wszystkie łódki”. Otóż, bez umiejętnej, odgórnie kontrolowanej redystrybucji przychodu, wzrost PKB powoduje jedynie… wzrost PKB, nie przynosząc poprawy jakości życia harującym na niego obywatelom.

Tony Judt, żyjący w USA, a pochodzący z Wielkiej Brytanii, operuje siłą rzeczy w regionach kultury anglosaskiej, pokazując bezsens idei prywatyzowania dochodu i równoczesnego upaństwawiania strat na tamtejszych przykładach. Gdy np. bankrutuje duży bank, wspiera go podatnik „bo ten bank jest za duży, by upaść”. Gdy po pół roku ten sam zbankrutowany bank przetransferowuje publiczną pomoc na konta członków zarządów w formie nagród, nikt nie protestuje, chociaż czujemy, że to nie w porządku, prawda?

Na dłuższą metę taki układ nie może działać. Ludzie się zbuntują, jeśli będą świadkami takich szwindli. Jeśli krok po kroczku odcinać będzie się ich od darmowej edukacji, publicznej służby zdrowia, systemu powszechnych ubezpieczeń emerytalnych, rentowych, gwarancji pomocy w przypadku utraty pracy etc. Innymi słowy – jeśli spróbuje się im odebrać bezpieczeństwo.

Autor książki „Źle ma się ten kraj” krzyczy, byśmy ratowali dobrą, socjalną Europę i na jej wzór budowali dobrą, socjalną Amerykę. Czy to realne? Raczej nie (i wydaje się, że Judt sam w to nie wierzy).

Po pierwsze, z powodu globalizacji. Na dłuższą metę nie da się utrzymać socjalnych przywilejów i równocześnie niskich kosztów produkcji. Prawa pracownicze zawsze przeszkadzają w robieniu pieniędzy, a skoro pieniądze te można wytransferować w dowolne miejsce…

Po drugie, znowu z powodu globalizacji – słynny europejski socjal traci rację bytu (a budżet domykalność), jeśli dopuszcza się do niego każdego, czyli także nie-obywateli. Vide – globalna emigracja, która się właśnie na naszych oczach rozpoczyna.

I smutne to i straszne zarazem.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Publicystycznie, Recenzyjnie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s