Księgi Jakubowe [recenzja]

ksiegi„Historia Jakuba Franka jest tak zdumiewająca, że trudno uwierzyć, iż naprawdę się zdarzyła” – tym cytatem z Olgi Tokarczuk chciałabym zacząć recenzję jej wielkiego dzieła, jakim bez wątpienia są „Księgi Jakubowe”. Długo się zbierałam do lektury, ponieważ przerażał mnie jej rozmach – jako czytelnik nie jestem wielbicielką opowiadania historii przy użyciu tak wielkiej liczby słów. Jednak wyjaśnienia autorki, że inaczej się nie dało i że w drodze kompromisu ucięła dodatkowe 500 stron przyjęłam, w odosobnieniu usiadłam, czas odpowiedni sobie zarezerwowałam i przeczytałam. A skoro tak, to dzielę się wrażeniami.

Rozpoczynając przygodę z frankistami, nie byłam całkiem nieświadoma tego, o o kim traktują i czym są „Księgi…”. Nie dlatego, żebym sama się wcześniej tematem interesowała. Po prostu – byłam na spotkaniu z Olgą Tokarczuk, które „Księgom…” właśnie zostało poświęcone. Coś niecoś z tego spotkania wyniosłam:

  • 20 lat badań – ślęczenie nad źródłami, podróże, wyszukiwanie naukowców specjalizujących się w wieku XVIII;
  • 7 lat pisania – warsztat literacki wielokrotnie sprawdzony w boju („żeby dobrze pisać, trzeba dużo pisać” – to też cytat z Olgi Tokarczuk);
  • cierpliwość mnicha, rzetelność badacza, zmysł dokumentalisty

– oto, czego potrzeba, by otrzymać drugą w swoim życiu literacką nagrodę NIKE. Za książkę, która liczy sobie 900 stron tekstu drobnym drukiem, ale może bardziej za odwagę porwania się na ten kawałek historii naszego kraju, który dotąd jakoś umykał zainteresowaniu pisarzy.

A przecież jest niesamowity! Rzecz cała dzieje się w drugiej połowie wieku osiemnastego. Początkowo na wschodnich kresach konającej Rzeczpospolitej, potem w Częstochowie, Warszawie, wreszcie w Austrii i w Niemczech. Pomiędzy Żydów – talmudystów, chasydów, kabalarzy – przybywa człowiek z Turcji, który ogłasza się prawdziwym Mesjaszem. Ma tak wielką charyzmę, że porywa za sobą tłumy. Nie bez przeszkód, ale formuje coś w rodzaju religijnej sekty, która różnymi sposobami – namową, podstępem, zabieganiem o stronników i z pomocą niemałej sumy pieniędzy, staje się zarzewiem szczególnego plemienia przechrztów. Żydów, którzy niby przyjęli chrześcijaństwo, a tak naprawdę pozostali wierni swemu Panu (Jakubowi Frankowi), potem Pannie (jego córce Ewie). Wielu z nich otrzymało szlachectwo, wielu zyskało duże wpływy polityczne, naukowe, kulturowe. Wielu z nas jest ich potomkami, choć większość nie ma o tym pojęcia…

Czy Jakub Frank był po prostu osobnikiem z przerośniętym ego, osobliwym darem wymowy i niezwykłą charyzmą, której używał do tego, by mamić swoich wyznawców, wykorzystywanych finansowo i seksualnie? A może wierzył, że naprawdę jest samym Bogiem? Tego Tokarczuk nam ostatecznie nie wyjaśni. Te tajemnice Jakub Lejbowicz Frank zabrał wraz ze sobą do grobu. Można jednak próbować przyjrzeć mu się z wielu odrębnych punktów widzenia, można opisać go różnymi ustami, można oddać głos jego współczesnym – przyjaciołom, czcicielom, wrogom i ludziom obojętnym, którzy po prostu zetknęli się z nim osobiście. I to robi w „Księgach Jakubowych” ich autorka, snująca w swojej wielkiej powieści opowieść o samym Jakubie oraz najważniejszych spośród frankistów. Ocenę swego bohatera pozostawiając czytelnikowi.

Ja bym mu nie zaufała, ale Oldze Tokarczuk ufam zdecydowanie!

Podoba mi się jej ostatnia powieść, mimo tego, że po skończonej lekturze czuję się zwyczajnie zmęczona. Tylu tu bohaterów, tyle tematów pobocznych, tyle wątków realnych, metafizycznych, biblijnych! I Tora i Talmud i Zohar! I z detalami oddane tło historyczne, a na nim relacje polsko-żydowskie, chrześcijańsko-żydowskie, żydowsko-żydowskie wreszcie. I feminizm i ukochana przez Tokarczuk tematyka życia jako drogi! Jest tu wszystko, bardzo dokładnie rozpracowane. Pewnie dlatego „Księgi Jakubowe” zamknięto w niesłychanej wprost, trudnej do ogarnięcia liczbie słów…

Osobiście doceniam surową szczerość, z jaką Tokarczuk odmalowuje polską rzeczywistość tuż przed rozbiorami. Oczywiście, że siłą rzeczy najwięcej miejsca poświęca Żydom, co też jest bardzo ciekawe, ale w sposób oszczędny i wstrząsający zarazem uświadamia nam także, co oznaczało bycie w tamtych czasach chłopem pańszczyźnianym. Perspektywa tak ponura, że aż odechciewa się po raz kolejny sięgać po Trylogię Sienkiewicza…

 

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzyjnie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s