Stary król na wygnaniu [recenzja]

staryBardzo trudno jest wniknąć w umysł osoby chorej na Alzheimera. Tym trudniej, że, jak pisze Arno Geiger, u każdego choroba przebiega nieco inaczej, każdego inaczej upośledza. Zawsze jednak przede wszystkim odbiera – wspomnienia, osobowość, kontakt z rzeczywistością. Autor „Starego króla na wygnaniu” zdaje się jednak dostrzegać także pozytywne aspekty choroby własnego ojca.

Arno Geiger został okrzyknięty jednym z najlepszych współczesnych austiackich pisarzy. Po polsku ukazały się trzy z jego powieści – „U nas wszystko dobrze”, „Wszystko o Sally” oraz „Stary król na wygnaniu”. Pierwsze z wymienionych przede mną, „Stary król…” za mną, pozostałe… cóż, może przeczytam w oryginale? Chciałabym, bo język niemiecki powstał chyba właśnie po to, by w nim tworzyć literaturę. W mowie szorstki, w czytaniu jest po prostu piękny!

Przepraszam za dygresję, już wracam do recenzji 😉

„Stary król na wygnaniu” jest równocześnie portretem starzenia się ojca autora i próbą wniknięcia w jego świat, odgrodzony od innych ludzi wysokim murem Alzheimera. Stary król, ojciec rodu, choć przebywa wśród bliskich i we własnoręcznie wybudowanym rodzinnym domu, jest wygnany, ponieważ z dnia na dzień traci to, co jako jedyne niezaprzeczalnie należy do każdego człowieka. Nawet niewolnik nadal coś ma – swoje wnętrze, swoje myśli, swoje „ja”. Traci je dopiero umierając, bądź oddając się szaleństwu. Albo ulegając chorobie umysłu. Ojcu Geigera odbierane są więc po kolei: wspomnienia, jasność myślenia, logika wypowiedzi, orientacja kim się jest i kim są ludzie wokół, wreszcie – bezpieczeństwo. Człowiekowi, który po traumatycznych przeżyciach wojennej młodości postanowił już donikąd nie podróżować (na wojnie był wszędzie i widział wszystko) zabiera się świadomość tego, że przebywa we własnym domu! August Geiger będzie więc raz po raz wyruszał na poszukiwanie „domu” – tego miejsca we własnej głowie, w którym czuł się u siebie…

Bezsensowne okrucieństwo starości?

Z pewnością. Rodzina Arno Geigera i sam autor też tak postrzegają sytuację. Z początku są źli – nie rozumieją przyczyny nielogicznych zachowań ojca. Potem, kiedy pojmą, że to nie starczy upór, a choroba, przerażeni, podejmą trud opieki nad nim tak długo, jak będzie to możliwe. Wreszcie umieszczą go w zakładzie opiekuńczym, gdzie będą odwiedzać coraz bardziej oddalającego się od nich i od siebie Augusta. Arno Geiger udokumentuje jego odchodzenie (bardzo ciekawe zapiski rozmów z chorym na Alzheimera!) i wyciągnie z niego zaskakująco optymistyczne wnioski.

Czy życie z chorobą odzierającą z godności i osobowości nadal jest życiem? Tak, może nawet bardziej, bo choć „nie umiem już niczego”, to nadal „mogę się jeszcze cieszyć, kiedy innym coś się uda”. Nadal mogę czuć wdzięczność za to, że ktoś mnie odwiedza, że komuś na mnie zależy, że ktoś o mnie dba. Że dane mi jest rozmawiać z innym człowiekiem. Co z tego, że jest to człowiek równie wygnany, jak ja sam? Wciąż mogę usiąść na ławce w ciepłych promieniach słońca i obserwować, jak rosną jabłka w moim ogrodzie. Nadal od czasu do czasu odczuwam rozkosz płynącą z samej świadomości istnienia, jak każdy inny człowiek. Bo czy życie nie polega właśnie na tym?

 

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozoficznie, Recenzyjnie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s