A w nowym roku jest tak…

lunas-eyes-and-the-snow-flakes-1133707_640W nowym roku pada śnieg. Nie przepadam, ale planując zjawiska atmosferyczne, nikt mnie nie pyta o opinię. A może powinnam napisać „Nikt” z dużej litery? W znaczeniu, że Bóg? Istota wyższa? Bezosobowa siła sprawcza? Nie wiem, mam prawie czterdzieści lat, ale jeszcze się nie zdecydowałam, czy i w co wierzę… Nie sądzę, żebym podjęła tę decyzję w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Nie sądzę, żebym ją kiedykolwiek podjęła. Cóż, pytać, błądzić i wątpić to rzeczy ludzkie 😉

Początek nowego roku to niezły moment na podsumowania i plany. Dla mnie tym lepszy, że żyję z kalendarzem, zegarkiem i notesem w ręku, nieustannie coś podsumowując i planując. Nie, żebym się dokądś szczególnie śpieszyła, po prostu: projektowanie najbliższej przyszłości leży w mojej naturze. Ciężko bym się rozchorowała, gdyby zabrano mi możliwość nieustannego budowania w głowie listy spraw do załatwienia. O tej-i-o tej-godzinie, tego-i-tego-dnia robimy to-i-to przez tyle-a-tyle-minut. Wstajemy o szóstej i od razu wkładamy głowę pod kran, co trwa cztery minuty. Szósta-zero-pięć jesteśmy w kuchni, gotujemy wodę na herbatę, szykujemy śniadanie. Jemy, czytając do godziny siódmej-zero-zero (o zgrozo – nie dość, że jem w łóżku, to jeszcze narażam książki na ryzyko tłustych plam!), potem wstajemy i przystępujemy do kolejnych czynności, które też mamy zaplanowane strategicznie i taktycznie niczym pruski generał.

Co poradzić, tak mam. Kto mnie kocha i lubi, musi z tym żyć. Ja w zamian muszę żyć z przynależną większości ludzi dezorganizacją, na którą reaguję wręcz fizycznym bólem. Także jesteśmy kwita, ok?

Wracając do podsumowań – rok 2016 zawodowo zaliczam do udanych. Zostałam w nim freelancerem „pełną gębą”. Pracuję w domu nad tym i owym, głównie słowem, czyli tak, jak lubię. Spełniam się w tym – mam satysfakcję, mam swobodę, mam więcej czasu dla siebie, dla rodziny, ale może przede wszystkim – na praktykowanie pasji czytelniczo-pisarskiej. Oczywiście freelance przy wszystkich swoich zaletach, ma też i wady (napiszę o nim szerzej innym raziem), ale doceniam to, że dał mi przez ten rok wiele twórczej wolności. Efekt? No cóż, zrealizowałam obietnicę, jaką dałam samej sobie na początku roku ubiegłego: aktualnie kończę czwartą książkę. Popełniam ten wpis w przerwie prac nad ostatnim szlifem przed-redakcyjnym (pod koniec stycznia planuję wysyłkę do wydawcy – trzymajcie kciuki!). Cóż to będzie? Chyba mogę Wam już zdradzić: tym razem zbiór opowiadań. Dwie historie wydarzone, dwie wyśnione, pozostałe -zmyślone. 

Chciałabym, byście z czytania ich mieli tyle samo radości, ile mnie sprawiło ich spisanie! Tak, tak, wiem, że radość z pisania czerpią tylko grafomani, prawdziwy artysta pracując – cierpi. Ja też się czasem męczę nad pustą kartką, też czasem kasuję całe akapity… Częściej jednak w trakcie procesu twórczego wpadam w ten cudowny, legendarny już stan flow, którego tak pragną wyznawcy pozytywnej psychologii. Ja go mam. Miewam. Kiedy piszę. Albo kiedy czytam. Pewnie z tego powodu tak lubię obie te czynności. I górskie wędrówki. W górach też zdarza mi się „odlecieć” 😉

Najważniejsze podsumowanie poczynione, pozwólcie, że na koniec podzielę się jeszcze z Wami najważniejszym postanowieniem. Związane jest z czytaniem. A właścicie w nieczytaniem. Postanowiłam oto nie zaszczycać więcej swoją uwagą forów internetowych. O ile uda mi się wytrwać, w roku 2017 nie będę czytać coraz bardziej zjadliwych, nienawistnych dyskusji pod artykułami, które ukazują się w sieci, ponieważ wyjątkowo mnie one dołują (mam nawet taką teorię, że to właśnie sieciowy hejt stanowi praprzyczynę dla hejtu, który obserwujemy aktualnie w przestrzeni pozainternetowej). Chcę być daleko od obrzucania się nawzajem błotem pod byle pretekstem… Swoją drogą to niewiarygodne, ale dożyliśmy czasów, w których każdy temat okazuje się być zapalny. Nawet te z pozoru całkowicie neutralne, budzą negatywne emocje, a im dalej w drzewko komentarzy, tym więcej w nich złości… Spróbuję też, choć to trudne, nie brać udziału w światopoglądowych dyskusjach na Facebooku. Chciałabym również ograniczyć śledzenie bieżącej polityki w mediach. Ale tu tylko „chciałabym”, bo obawiam się, że nawet, jeśli mnie udałoby się zapomniej o polityce, to polityka zrobi wszystko, żeby mi o sobie przypomnieć.

No cóż, wtedy wezmę do ręki książkę i ogłoszę, że nie ma mnie dla nikogo 😉

Szczęśliwego Nowego Roku!

 

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozoficznie, Publicystycznie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s