Shantaram [recenzja]

shantaram„Kiedy ją pocałowałem, burza z jej błękitnych oczu przeniosła się do naszych ust, a łzy, które spłynęły po jej pachnącej cytryną skórze, były słodsze od miodu świętych pszczół z ogrodu jaśminowej Świątyni Mombadewi”. Wpis poświęcony Shantaram, którą to książkę Marcin Meller raczył określić „czytelniczym Świętym Graalem”, celowo zaczynam od cytatu. Według mnie to raczej przykład rozdmuchanej do granic możliwości grafomanii, ale… grafomanii niepozbawionej pewnych zalet.

„Shantaram” jest bardzo obszerną, sfabularyzowaną autobiografią autora (tak przynajmniej wnosić można z opisu na okładce). Postaci bezsprzecznie ciekawej – australijskiego bandyty i narkomana, który ucieka z ciężkiego więzienia w swoim kraju do Indii, na kolejne dziesięć lat wiążąc się z międzynarodową szajką trzęsących Bombajem gangsterów. Żyjąc z pracy dla lokalnej mafii, równocześnie utrzymuje kontakty z podobnymi jemu samemu cudzoziemcami – przestępcami, prostytutkami oraz ludźmi, którym coś się po prostu w rodzinnym środowisku nie powiodło. Śmiało wkracza też do egzotycznego środowiska mieszkańców bombajskich slumsów. Żyje z nimi i organizuje bezpłatny punkt pomocy, w którym jako niedyplomowany medyk przyjmuje tych, których nie stać na usługi prawdziwego lekarza. Zakochuje się w niezwykłej femme fatale i wikła w coraz bardziej skomlikowane i niebezpieczne związki… Tyle o treści książki, nie chcę Wam bowiem zepsuć przyjemności poznawania przygód australijskiego zucha co się zowie!

No właśnie… Nasz bohater budzi mieszane uczucia. Z jednej strony to agresywny, zawsze skory do bitki przestępca, bez zmrużenia oka gotów łamać prawo dla własnej korzyści, z drugiej człowiek honoru – odważny do granic szaleństwa, unika zabijania, niesie pomoc. Jak kocha, to tę jedną, jedyną, jak się przyjaźni, to na śmierć i życie. Jest dobrze wykształcony, otwarty na innych ludzi, chętnie poznaje nową dla siebie kulturę bombajczyków, uczy się hindi i lokalnego dialektu, jakim posługują się mieszkańcy tej wielkiej indyjskiej metropolii, spogląda na nich z sympatią, bez cienia rasizmu, czy typowego dla członka zachodniej cywilizacji poczucia wyższości nad „biednym dzikusem”. Przygody Lina („Linbaby”) są tak fascynujące, że aż… niewiarygodne.

I tu drugie „no właśnie”. Książkę czyta się doskonale. Na początku. Bombaj to bardzo barwne miasto. Stolica indyjskiego przemysłu filmowego jest taka, jak dzieła bollywoodzkiej fabryki snu – kontrastowa, niezwykle różnorodna, przerysowana wręcz. „Shantaram” także jest przerysowane. Kipi od opisów, kolorów, smaków, zapachów, nietuzinkowych, momentami zbyt wyrazistych postaci, akcji rozwijającej się w szalonym tempie, emocji o temperaturze zwykle bliskiej wrzenia, przemyśleń i metafor zawsze sięgających wyżyn pisarskiego kunsztu, takich, jak krótka próbka, którą zacytowałam na początku.

Dokładnie takich, niestety.

Górnolotny, ociekający pseudointelektualnym zadęciem styl a’la Coehlo powraca natrętnie niczym mucha przy okazji każdego wyciszenia akcji. Dominuje w opisie międzyludzkich relacji, w refleksjach, retrospekcjach, zapowiedziach przyszłych wydarzeń. Po dwustu stronach jest jeszcze akceptowalny. Po czterystu zaczyna męczyć. Po kolejnych kilkuset staje się naprawdę nieznośny. Na końcu śmieszy i sprawia, że ostatnie rozdziały są dla czytelnika zwyczajną torturą. Do Świętego Graala „Shantaram” jest bardzo, bardzo daleko. Mimo, że akcja jest wartka. Mimo, że temat chwytliwy. Mimo, że otoczenie egzotyczne. Mimo, że bohater jest uniwersalny.

„Cień Góry” tego samego autora chyba sobie jednak daruję…

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzyjnie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s