Kazuo Ishiguro, czyli dwa razy Nobel 2017

 Autor, który został uhonorowany Literacką Nagrodą Nobla, zawsze wzbudzi moje zainteresowanie. Niekoniecznie na czas dłuższy, jednak jako czytelnik uważam, że wręcz wypada takiego pisarza uczcić także prywatnie – zaszywając się w jakimś zaciszu przynajmniej z jedną jego książką… Czasem na niej się skończy, czasem od niej się  zacznie.

U mnie na pierwszy ogień poszły „Malarz świata ułudy” oraz „Okruchy dnia„. Omawiam te tytuły razem, ponieważ odebrałam je jako niezwykle do siebie podobne. Niby inne miejsca – Japonia/Anglia, niby odmienni bohaterowie – artysta/kamerdyner, niby różne wiodące tematy – odpowiedzialność twórcy za zbrodnie reżimu/godność zawodu, a jednak…

Nim przejdę do podobieństw, najpierw kilka słów o każdej z powieści:

Malarz świata ułudy – rzecz dzieje się w powojennej Japonii. Bohaterem i zarazem narratorem jest tu emerytowany artysta, malarz i Sensey, nauczyciel młodego pokolenia twórców. W latach trzydziestych modny i wpływowy, pupilek dążącego do wojny reżimu, teraz zapomniany, owdowiały, usiłuje wydać za mąż młodszą córkę, żyć i odnaleźć się w nowym porządku. We wspomnieniach wraca do szczęśliwych lat, zastanawiając się równocześnie, czy przed laty dokonał właściwych wyborów, czy słusznie popierał politykę, która, co z perspektywy czasu widać jak na dłoni, doprowadziła ukochany kraj do upadku. Wstrząsające studium psychologiczne człowieka, który chyba nie do końca rozumie, jak mocno przyczynił się do krzywdy innych ludzi.

Okruchy dnia – tytuł nieprzypadkowo kojarzy się z doskonałym filmem z roku 1993, w którym mistrzowsko zagrali Emma Thomson i Anthony Hopkins. Nie byłoby filmu, gdyby nie nagrodzona Bookerem książka Ishigury. Pisana jest ona z perspektywy Jamesa Stevensa, czyli kamerdynera idealnego. Stevens chlubi się tym, że pracuje w Darlington Hall. Wcześniej, przed wojną i w jej trakcie u lorda Darlingtona, teraz, w roku 1958 u pewnego Amerykanina, który odkupił posiadłość od starej brytyjskiej arystokracji. Po latach wiernej służby kamerdyner wybiera się na krótki urlop. Pożycza samochód swego pracodawcy i rusza do Korwalii, gdzie ma nadzieję spotkać się z kobietą, z którą kiedyś był blisko na gruncie zawodowym… Jedzie do niej, wspomina przeszłość i snuje rozważania nad tym, czym jest ludzka godność, ze szczególnym uwzględnieniem godności kamerdynera.

Co łączy te z pozoru całkowicie odmienne książki? Osoby głównych bohaterów. Starzejący się mężczyźni, którzy oddali życie pewnej idei, mrzonce. Nieszczęśliwie splotła się ona z destrukcją drugiej wojny światowej. Wojna niszczy, ale także oczyszcza – bezlitośnie obnaża prawdę o pustce i beznadziei. O straconych szansach. O tym, że nie można uciec od odpowiedzialności. O tym, jak łatwo jest skrzywdzić drugiego człowieka.

Dwie powieści Ishigury są do siebie podobne także jeśli chodzi o sposób prowadzenia opowieści – niespieszny, elegancki, praktycznie pozbawiony dialogów i akcji, ponieważ to co najważniejsze, dzieje się we wspomnieniach. Muszę przyznać, że bardzo mi to odpowiada. Z niecierpliwością czekam, aż w moje ręce wpadną kolejne książki tego autora.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzyjnie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s