Przecież ich nie zostawię [recenzja]

„Mam tu sto pięćdziesięcioro dzieci, przecież ich nie zostawię. Nie mogą same iść do wagonów i same pojechać w tę podróż”

PRZECIEŻ ICH NIE ZOSTAWIĘ – w zaubiegłym tygodniu byłam na spotkaniu z dwiema spośród ośmiu autorek tej wstrząsającej książki. Próbie przywołania z odmętów niepamięci kobiet – Żydówek, które miały misję. Do końca życia, do końca getta, do kuli w głowę, do samej komory gazowej, a pewnie jeszcze i w niej opiekowały się dziećmi. I nie, nie były to ich własne dzieci. Były to dzieci obce, sieroty, które one, opiekunki, przyjęły pod swoje skrzydła w ramach instytucji, które w gettach tworzyły, którymi zarządzały, albo w których zwyczajnie pracowały. Jako lekarki, siostry, wychowawczynie.

PRZECIEŻ ICH NIE ZOSTAWIĘ to hołd złożony tym wszystkim paniom Stefom, paniom Luniom, paniom… Bo kobiety, jak to kobiety – często nie miały nazwisk, zwykle zamiast imion jedynie zdrobnienia. Na zdjęciach ich nie podpisywano, a one same pamiętników nie pisały. Nie miały czasu, zajęte ratowaniem, opieką. W założeniu dla życia, w praktyce dla śmierci. Zadanie swoje wykonały jak się należało. Ich podopieczni szli do bydlęcych wagonów grzecznie, w porządku, trójkami, czwórkami, trzymając się za małe rączki. Nie dlatego, by pomagać mordercom. Po to, by się nie bać, by do końca zachować resztki złudzeń, cień normalności.

PRZECIEŻ ICH NIE ZOSTAWIĘ przypomina mi pewną scenę wyczytaną w literaturze obozowej. Oto rampa kolejowa w Auschwitz. Oto selekcja. Młodzi i zdrowi jeszcze się przydadzą, starych, chorych i małych kierować należy w stronę, gdzie z komina unosi się smolisty dym. Także matki z małymi dziećmi. Oto widzimy młodą, zdrową kobietę. Biegnie w stronę tych, co będą żyli, nie ogląda się za siebie. A za nią dziecko. Dziewczynka, ma trzy, może cztery lata. Płacze i woła: Mamo! Scenę tę obserwuje Ukrainiec… Rosjanin? W każdym razie – więzień porządkowy. Łapię kobietę, bije ją, krzyczy: Ty dziwko! Jak możesz porzucać własne dziecko! Wpycha oboje do właściwej kolumny… Obok esesmani. Jak i my przyglądają się tej scenie. Śmieją się.

W sytuacji granicznej od nikogo nie należy oczekiwać bohaterstwa. Bo do bohaterstwa stworzeni są bohaterowie. Bohaterki. Choć one pewnie powiedziałyby, że to żadne bohaterstwo. Ot – obowiązek.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Przecież ich nie zostawię [recenzja]

  1. Pingback: Wojna nie ma w sobie nic z kobiety [recenzja] | Grafomanya

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s