Elegia dla bidoków [recenzja]

 „Vance oddał ducha Ameryki naszych czasów. Tej, która przestała śnić. Bo nie za bardzo ma już o czym” (z recenzji Michała Nogasia)

J.D. Vance, młody prawnik po Yale i były żołnierz Piechoty Morskiej opowiada w „Elegii dla bidoków” historię własnego dorastania w miejscowości leżącej w tzw. „Pasie Rdzy”. Vance jest białym, heteroseksualnym, inteligentnym mężczyzną z odpowiednio anglosaskim nazwiskiem. Na pozór nic go nie łączy z latynoskimi imigrantami, czy ciemnoskórymi mieszkańcami Ameryki, których wielodzietne matki nazywa się „królowymi socjalu”, a młodociani synowie lądują w więzieniach szybciej, niż zdołają powiedzieć „college”. A jednak autor, jego rodzina i im podobne „bidoki”, czyli potomkowie Szkotów i Irlandczyków utrzymujący się z fizycznej roboty w kopalniach, hutach i fabrykach, także są skazani na życiową porażkę. Zakłady pracy, które żywiły całe pokolenia bidoków są zamykane. Więzi międzyludzkie rozpadają się. Umiera nadzieja. W ich miejsce wkracza rezygnacja, alkohol, narkotyki i niezbyt umiejętnie działająca opieka społeczna. Dawni wyborcy demokratów, surowi, lecz dumni weterani obu światowych wojen, najbardziej kochający synowie i córki Ameryki tracą ducha i nie potrafią już korzystać nawet z tych szans, które życie podsuwa im całkiem za darmo. Opowiadają o swojej pracowitości, a rzucają posadę tylko dlatego, że nie chce im się rano wstawać. Twierdzą, że są religijni, jednak nie pojawiają się w żadnym kościele. Nienawidzą żony prezydenta Obamy. Bynajmniej nie dlatego, że ma ciemną skórę. Po prostu – z telewizora Michelle Obama mówi im, że dzieci nie powinno się żywić w fast foodzie. A oni właśnie tak robią, ponieważ… nie chce im się gotować.

Niezwykła, świetnie napisana autobiografia. Opowieść o Ameryce, jakiej nie znałam i chyba nie chciałam poznać. Brutalnie szczera, ale także życzliwa wobec ludzi, którzy pojawiają się na jej kartach. Czy muszę dodawać, że nieźle wyjaśnia fenomen Donalda J. Trumpa? Bo choć w „Elegii dla bidoków” nie ma ani słowa o aktualnym prezydencie USA, to jego populistyczny duch unosi się nad opowieścią Vance’a niczym zapowiedź małomiasteczkowej zemsty na Nowym Yorku, Los Angeles i innych wielkich amerykańskich metropoliach.

 

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Recenzyjnie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s