Gdańsk, 14.01.2019

„Nadzieja umiera ostatnia” – tak twierdzą Polacy. Wolę wersję sąsiadów zza Odry. Według Niemców „Nadzieja nie umiera nigdy”. Czym bylibyśmy bez nadziei? Żywymi trupami bez sensu, celu i szans na odmianę losu. Póki żyjemy, musimy mieć nadzieję i musimy się starać.
Zaglądam na internetowe fora i widzę, że już się zaczęło. Szukanie winnych, wzajemne obrzucanie się błotem, bluzgi, przekleństwa i życzenie sobie nawzajem wszystkiego, co najgorsze. Gdy umarł Jan Paweł II pomyślałam: „No, to teraz zobaczymy. Skoro z horyzontu zniknął jedyny Polak, który miał moc dyscyplinowania rodaków, to teraz się zacznie!”. Niestety, nie pomyliłam się. Kiedy z rosyjskiego nieba runął samolot z 96 pasażerami, pozwoliłam sobie na naiwność. Myślałam, że taki wstrząs przemówi nam do rozumu, pogodzi nas, każe spojrzeć inaczej na politycznych przeciwników, którzy są – no właśnie – tylko politycznymi przeciwnikami, bo przecież nie śmiertelnymi wrogami, prawda?
Nieprawda.
Kiedy rozpoczęła się nagonka na Owsiaka i WOŚP, byłam absolutnie zdruzgotana. „Ludzie, co wy gadacie? Co wy robicie? Polityka polityką, ale po jaką cholerę mieszacie do niej faceta, który potrafi nas wszystkich zjednoczyć w szczytnym celu i na jeden, jedyny dzień w roku zmienia nasz kraj w wielką świątynię radości i dobra?!”.
Od kilku lat zewsząd słyszałam krakanie. Kra, kra, kraj pędzi szybko, coraz szybciej w stronę medialnej wojny domowej, w której będą ofiary. Są ofiary. Nie wiem, może mam słabą pamięć, albo kiepską wyobraźnię, ale nie przypominam sobie, byśmy dziesięć lat temu tak wściekle, zażarcie dyskutowali o polityce, byśmy zrywali znajomości z powodów okołopolitycznych (bo okazuje się że nawet odstrzał dzików to sprawa polityczna), albo świadkowali czynom nieszczęśników, którzy o swoje szaleństwo obwiniają tę, czy tamtą partię polityczną.
W niedzielę stało się coś niewyobrażalnie złego. Tym razem już nie werbalnie, ale fizycznie zaatakowano symbol. Zamordowano prezydenta Gdańska, którego (tak sądzę na podstawie telewizyjnych i radiowych wypowiedzi gdańszczan) mieszkańcy kochali. Który w ciągu dnia bez ochrony kwestował dla WOŚPU, a wieczorem cieszył się, że mieszka w tym wspaniałym mieście. Typ, który wkroczył w środek fiesty dobroczynności jest nie tylko nieszczęsnym wariatem, lecz także naszym rodzimym terrorystą, żołnierzem dżihadu, który fundujemy sobie sami. Bez udziału obcych, taplając się od wielu lat w czysto polskim bagienku.
Co możemy z tym zrobić? Cisną się wyrazy, instytucje, nazwiska, które chce się wskazać paluchem i obwinić. A jednak. Jednak należy zachować spokój, powagę i powstrzymać się od zemsty. Inaczej spirala nienawiści nakręcać będzie się bardziej i bardziej, aż do zbrojnych akcji wezmą się także ludzie, u których żadnych zaburzeń psychicznych nie stwierdzono. Wtedy nawet niemiecka wersja przysłowia nie pomoże. Nadzieja umrze i już dla nas nie zmartwychwstanie. A nam zostanie albo emigracja, albo przysięga na wierność którejś ze stron, albo społeczna śmierć i wycofanie się do swojej małej norki. A to ostatnie i tak tylko na złudną chwilę. Nic nie pozostanie bowiem prywatne, gdy wszystko wokół stanie się straszliwie publiczne.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Publicystycznie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Gdańsk, 14.01.2019

  1. Anna pisze:

    Nic dodać, nic ująć 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s