Zapach pączków od Widery

Większość ludzi, którzy byli dla mnie ważni w dzieciństwie nie żyje. Większość miejsc istotnych dla małej mnie albo nie istnieje, albo stała się dla mnie niedostępna, albo zmieniła się tak mocno, że nie kojarzy się z dzieciństwem. Szkoda.

Na szczęście od czasu do czasu doświadczam czegoś, co na mój prywatny, metaforyczny użytek nazywam „małym cudem”. Jakiś widok, zapach, czyjś gest… I już – cofam się w czasie o trzydzieści pięć lat. Mam krótkie nóżki, poszarpane rajstopki, pod nimi do szczętu obite kolana. Uśmiecham się łobuzersko całą szczerbatą, nieskończenie gatatliwą buziuchną do pączka od Widery, którym zaraz się dokumentnie zapcham. Tym samym na moment umilknę, ku ogromnej uldze rodziców i dziadków.

Dzisiejszy poranek zaprowadził mnie w okolice gliwickiej ciastkarni Widera. Miałam ją minąć, ale… Wchodzę. Niby zrobili remont. Niby pani za ladą, choć miła, to jednak inna, niby wybór ciast nieco większy niż dawno, dawno temu… Jednak pączki! Pękate, tłuściutkie, bogato lukrowane, aż lśnią wspomnieniem dzieciństwa! I ten zapach! Ten niezapomniany zapach smażonej na smalcu beztroski…

Ze względu na (pozorną) troskę o linię nabyłam drożdżówkę, nie pączka. Sześciolatka we mnie prychnęła na to pogardliwie i pokazała mi język. Bezczelna smarkula.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Filozoficznie, Literacko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s