Empuzjon [recenzja]

Początek XX wieku. Górskie uzdrowisko dla chorych na płuca. Do miejscowości kuracyjnej przyjeżdża młody, cierpiący na gruźlicę mężczyzna. Swoją terapię rozpoczyna w asyście innych chorych mężczyzn, starszych i młodszych. Towarzysze luksusowej niedoli staną się dla niego przewodnikami w dochodzeniu do dorosłości i odkrywaniu prawdziwego „ja”.

Znacie to? Ależ oczywiście, że znacie. To przecież „Czarodziejska Góra” Tomasza Manna! Skoro znacie – i lubicie – to przeczytajcie „Empuzjon” Olgi Tokarczuk.

EMPUZJON to pierwsza powieść autorki po Noblu. Pierwsza, więc zapewne dla Tokarczuk, ale i fanów jej twórczości trudna. Wielkie oczekiwania, wielkie nadzieje… Czy wielki triumf literacki? Zobaczymy.

Czytając, nie mogłam uwolnić się od ciągłych porównań z dziełem Tomasza Manna. Bo tu i tu mamy uzdrowisko dla gruźlików, tu i tu mamy góry, które same w sobie są istotne, tu i tu jest młody, wrażliwy bohater. Tu i tu są filozoficzne, polityczne, społeczne rozmowy „o życiu”. Tu i tu mamy korowód barwnych postaci. Nudę i rozrywki kuracyjne. Życie w cieniu przedwczesnych śmierci. Nadzieję i poczucie grozy rozpoczynającego się wieku maszyn i rozumu…

Jednak EMPUZJON jest dużo krótszy od CZARODZIEJSKIEJ GÓRY. I wiecie co? Z tego powodu pozostawia czytelnika z poczuciem niedosytu. Dlatego, choć mam podejrzenie graniczące z pewnością, że nawiązania do Manna są celowe to jednak, moim zdaniem, nie wychodzą one nowej książce Tokarczuk na dobre. Właśnie ze względu na fakt, iż to, co u niemieckiego pisarza było uszczegółówione, rozłożone na kawałki i zbadane do samego dna, u naszej noblistki jest zaledwie liźnięte.

Trzeba jednak podkreślić to, co liczy się EMPUZJONOWI na wielki plus, że w górskich kuracyjnych klimatach autorka snuje równocześnie opowieść podobną i zupełnie różną od tego, czym częstowało nas szwajcarskie Davos Manna. Görbersdorf, czyli dzisiejsze Sokołowsko koło Wałbrzycha, staje się sceną wydarzeń nadprzyrodzonych, ludzkich i nieludzkich równocześnie. Staje się także areną dla snucia opowieści Jungowskiej, gdzie tańczą ze sobą męski Animus i kobieca Anima. I – jak to u Tokarczuk – mieszają się owe dwa pierwiastki w sposób dla czytelnika (ale i dla bohaterów) zaskakujący i nieoczywisty.

Więcej nie zdradzę, bo opowiedziałabym całą fabułę, a przecież nie o to w recenzji chodzi 😉

Jeszcze tylko dwa słowa o odczuciach własnych. EMPUZJON to powieść klasyczna. Nieudziwniona w stylu, trzymająca się ściśle reguł gatunku. Równie dobrze mogłaby wyjść spod pióra autorki żyjącej w czasach, w których rozgrywa się jej akcja. Co mi, wielbicielce takiej literatury, podobało się po prostu bardzo-bardzo. Mniej podobało mi się przyspieszenie akcji bliżej końca ksiażki i zupełnie już pospieszne jej zakończenie. Tak jak pisałam wyżej – nawiązania i porównania do „Czarodziejskiej Góry” pozostawiają w czytelniku EMPUZJONA poczucie niedosytu i myśl: „To tyle?” To już?”.

To już. Naprawdę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Literacko, Recenzyjnie i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Empuzjon [recenzja]

  1. Wojciech Bauer pisze:

    Wg słów samej Tokarczuk nawiązania do „Czarodziejskiej góry” są świadome i zamierzone, miały być czymś w rodzaju dialogu z Mannem i zabawy. Czy zabieg udany? Zobaczymy, jestem dopiero na 111 stronie. Pozdrawiam🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s